<< POWRÓT do części I

XXXII ROZWAŻANIA O MIŁOSIERDZIU BOŻYM
opracowane na podstawie publikacji ks. dr Michała Sopoćki
(wybór tekstów s. Teresa Szałkowska ZSJM)
część V


Rozważanie XXVI
O RADOŚCI

Dobrem prawdziwym i jedynym jest tylko Bóg i Jego miłość na ziemi oraz posiadanie Go
po śmierci. On tylko może zaspokoić pragnienia nasze i dostarczyć prawdziwej radości.
Serce bowiem nasze stworzone jest dla Boga, dla dobra nieskończonego i tylko Jego posiadania może napełnić prawdziwą i trwałą radością.
(...) Sam prosty rozum zniewala nas, byśmy tylko w Bogu szukali radości, nie przywiązując serca do znikomych dostatków, nie goniąc za próżnością i chwałą światową, którą ludzie małego serca uważają za najwyższe radości. Prawdziwa radość chrześcijanina jest w cnocie, prawdziwa wielkość w uczciwości, a reszta to dym znikomy.

(...) Cierpienia i radość w życiu chrześcijanina znoszą się nawzajem i kroczą razem
jak przypływ i odpływ fal morskich. Prawdziwa i czysta radość jest wychowawczynią
jak i cierpienie i równie potrzebną, a nawet potrzebniejszą, jest ona tym dla człowieka,
czym światło słoneczne dla rośliny. W życiu dziecka najłatwiej to spostrzec, jak smutek
je marnuje, a radość opromienia i ożywia. W chorobie radość istne cuda zdziałać może, dlatego lekarze wiedzą o tym i cenią to wielkie lekarstwo.

(...) Radość to ozon dla cielesnego i duchowego bytu, to balsam, który podwaja siły
i zdolności do pracy człowieka, daje polot jego woli i twórczości, i pomaga z łatwością pokonywać trudności i przykrości. Ona podtrzymuje i zasila optymizm, a broni przed pesymizmem. Bez radości nie może żyć człowiek, a tym bardziej chrześcijanin, kroczący
po górnych drogach doskonałości. Gdy mamy radość w sercu, duch nasz staje się płodniejszy
i bardziej rozbudzony, myśl jaśniejsza, a wyobraźnia żywsza. Wówczas serce jest bardziej zadowolone, usposobienie podnioślejsze, obejście uprzejmiejsze, zdrowie wytrwalsze,
a pobożność i cnota tkliwsza i ofiarniejsza. Smutek nigdy nie był cnotą, albowiem tylko
"radosnego dawcę miłuje Bóg" (2Kor 9,7).

(...) Radość tak potrzebna jest dzieciom jak chleb codzienny, jak kwiatkowi światłość słoneczna, jak pszczółce pyłek kwiatowy. (...) Dla chrześcijanina stoją światy radości otworem, które
dla niewierzącego i grzesznika są ogrodem zamkniętym. Wiara, stan łaski, modlitwa wytwarzają pogodne usposobienie umysłu, którego smutki i cierpienia nie mogą zniweczyć. Któż zdoła wyliczyć, opisać i zanalizować radości płynące z modlitwy?
"Spotkało kogoś z was nieszczęście? Niech się modli! Jest ktoś radośnie usposobiony? Niech śpiewa hymny!" (Jk 5,13).
(...) Ten spokój, który modlitwa w duszy wytwarza, jest pierwszym warunkiem i podstawą prawdziwej, duchowej radości. Na tym gruncie zakwita radość tak barwna, tak bogata, że trzeba zaniechać jej opisu.

(...) Ludzie światowi urządzają sobie różne uciechy i rozrywki, ale prawdziwej radości nie mają. (...) W cieniu krzyża wychowują się dusze słoneczne, dusze radosne, które są dobroczyńcami ludzkości. Spotykamy je wszędzie z nadmiarem radości, która się innym udziela. Jest w nich coś anielskiego, płynie z nich jakieś ciepło dobroczynne, któremu nie mogą się oprzeć najdziksze i najokrutniejsze umysły. Gdzie one się zjawią, uśmiecha się cierpienie, łagodnieje dzikość, milkną przekleństwa, a wyższa moc jakaś wygania smutek i przygnębienie.
Tej dobroci serca nie wytwarza żadna filozofia, jest ona przywilejem jedynie chrześcijaństwa, którego nic zastąpić nie może.

Niech będą błogosławieni ci słoneczni ludzie z łagodnymi oczami i złotymi sercami, prawdziwi dobroczyńcy ludzkości! Niech by tylko ich liczba była tysiąc razy większa, a kwestia radości byłaby rozwiązana. Jak tę liczbę powiększyć? Trzeba samemu do niej należeć. A jak to zrobić? Wziąć bardziej na serio swoje obowiązki religijne, a radość znajdzie się sama. Jakkolwiek naturalne usposobienie, temperament i inne okoliczności odgrywają znaczną rolę, ale radości nie może nigdzie brakować.

W pojęciu świętego koniecznym jest czynne i niestrudzone dążenie do rozweselenia innych,
do pocieszenia zasmuconych, do wprowadzenia radości w każdą biedę duszy i ciała.
(...) Dla szlachetnych prawdziwie chrześcijańskich dusz nie ma większej radości nad zgotowanie radości innym. W tym leży pogodzenie egoizmu z miłością bliźniego.
Cóż to za szczęście innych czynić szczęśliwymi!

(Sł. B. ks. M. Sopoćko, Rozważania o Miłosierdziu Bożym i konferencje.
O radości, AAB, T. LVII, mps, s. 331-335)


Rozważanie XXVII
O SPOWIEDZI

"Nie zazna szczęścia, kto swe przewiny ukrywa,
kto je wyznaje, porzuca, dostąpi miłosierdzia" (Prz 28,13)

Grzechy odpuszczać może tylko Bóg. Instynktownie czuje to każdy, i kto pragnie inną drogą wyzwolić się od winy, sam się łudzi i nie rozumie rzeczy Bożych. Świadomość winy głośno stwierdza, że nie ma na świecie takiej potęgi, która by zdolna była przebaczyć grzech.
Nie potrafi tego żadna nauka i sztuka, ani wszystkie skarby na świecie. Tylko Chrystus przebaczał winy Jawnogrzesznicy, Piotrowi i Łotrowi na krzyżu, i przekazał tę władzę Apostołom, a przez nich biskupom i kapłanom:
"Weźmijcie Ducha Świętego! Którym
odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie są im zatrzymane"(J 20,22-23).

Nowoczesne społeczeństwo Wschodu i Zachodu aż nadto dowodzi swym głębokim upadkiem moralnym, że nie można bezkarnie łamać odwiecznego prawa Bożego i dźwigni umoralnienia, jaka jest spowiedź sakramentalna. Zarówno jednostki, jak i całe narody szybko wracają
do spoganienia (...) Spowiedź bowiem powraca grzesznikowi duszę utraconą dla Boga,
a przez to samo wraca Boga duszy, wraca jej wesele i sprowadza błogosławieństwo.
Spowiedź zapewnia jednostkom szczęśliwą przyszłość na łonie Boga oraz Ojczyznę niebieską, a przez to sprowadza pokój między społeczeństwami i narodami.

Z powyższego wynika, że ustanowienie sakramentu pokuty było ujawnieniem największego Miłosierdzia Bożego, zarówno pod względem doczesnym, jak i wiecznym. Jest to życiodajne źródło wody żywej wytryskujące ku życiu wiecznemu, jest to krynica obmywająca ustawicznie nasze skalanie i sprowadzająca nowe życie w duszy grzesznika.

(...) Przez spowiedź grzesznik staje się zwycięzcą namiętności, pokonuje szatana, który go skusił, bierze pomstę nad światem, który go doprowadził do upodlenia, - natomiast korzy się
i przeprasza Ojca miłosierdzia, jak syn marnotrawny i otrzymuje od Niego przebaczenie.
Ten, który przez grzech stał się niewolnikiem piekła, przez spowiedź wydobywa się z przepaści jego i powraca znowu do życia łaski, staje się znowu przybranym dzieckiem Boga.
Który kiedyś pogardzał człowiekiem, który swój upadek szczerze odżałował, wyrządzone krzywdy bliźniemu wspaniałomyślnie naprawił i pojednał się ze swymi bliźnimi?
Dlatego ze wszystkich ludzi Chrystus Pan wyróżnił największych nawróconych grzeszników, Magdalenę i Piotra, ukazując się pierwszym po Zmartwychwstaniu.

(...) Dlatego najdroższymi dla spowiedników są tacy penitenci, którzy szczerze spowiadają się
z najcięższych grzechów i odmieniają całe swoje życie. Między takim penitentem,
a spowiednikiem wytwarza się jakieś duchowe najserdeczniejsze pokrewieństwo.
Aby spowiedź rzeczywiście przyniosła wymienione dobrodziejstwa, należy się do niej należycie przygotować i odprawić z zachowaniem wszystkich warunków, ustanowionych przez samego Zbawiciela. Żaden z siedmiu sakramentów nie wymaga takiego przygotowania i współudziału
z łaską, jak sakrament pokuty. Bez zachowania któregokolwiek z pięciu warunków spowiedzi nawet częste przystępowanie do niej pozostanie bez oczekiwanego rezultatu.

Łaska, jaką sprowadza na nas sakrament pokuty, zależy i od Boga i od nas. Bóg zawsze daje łaskę według zamiarów swoich, ale z naszej strony winno być odpowiednie usposobienie. Przede wszystkim trzeba pragnąć, czyli otwierać i rozszerzać swą duszę na łaskę Bożą,
jak powiedział Zbawiciel:
"Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem
oni będą nasyceni" (Mt 5,6).
Pragnąć znaczy chcieć i modlić się o łaskę dobrej spowiedzi
(por. Łk 1, 53).

Następnie trzeba mieć wspaniałomyślne usposobienie, by niczego Bogu nie odmawiać
i pozwolić Mu działać w duszy całą pełnią Jego potęgi. Takie usposobienie czyni duszę podatną na przyjęcie wylewu łaski Ducha Świętego. (...) Przy częstych spowiedziach należy kłaść nacisk na skruchę i postanowienie poprawy, które jest naturalnym wynikiem żalu.
Należy usilnie prosić o łaskę żalu.
(...) Najmniejszy grzech jest obrazą Boga, sprzeciwieniem się Jego woli, niewdzięcznością względem najbardziej miłości godnego Ojca i Dobroczyńcy, niewdzięcznością tym dotkliwszą, iż jestem uprzywilejowanym Jego przyjacielem. (...)

(Sł. B. ks. M. Sopoćko, Rozważania o Miłosierdziu Bożym i konferencje.
O spowiedzi, AAB, T. LVII, mps, s. 272-276)


Rozważanie XXVIII
O STAŁEJ SKRUSZE ZA GRZECHY

"Moją ofiarą, Boże, duch skruszony;
nie gardzisz, Boże, sercem pokornym i skruszonym" (Ps 51,19)

Co to jest stała skrucha? Jest to usposobienie duszy, przez które ona pozostaje stale
w stanie żalu za grzechy. Tak syn marnotrawny w przypowieści Zbawiciela, chociaż widział radość Ojca z powodu jego powrotu i mógł wnioskować, że Ojciec mu wszystko przebaczył, jednak zawsze pozostawał w usposobieniu, odpowiadającym jego słowom:

"Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się
twoim synem" (Łk 15,21).

Nie możemy sobie nawet wyobrazić, by podczas uroczystości przygotowanych dla niego,
nie górowało w jego duszy uczucie żalu. A jeśli później natężenie tej skruchy może się nieco zmniejszyło, nigdy jednak nie wygasło zupełnie, nawet wówczas, gdy odzyskał w rodzinie swoje dawne miejsce na stałe. Takie winno być usposobienie duszy, która obraziła Boga,
która wzgardziła Jego doskonałościami i przyczyniła się do cierpień Zbawiciela. Jeżeli w takim usposobieniu pozostanie, jest rzeczą niemożliwą, by znowu wpadła w rozmyślne grzechy. Między stałym skruszeniem serca, a grzechem istnieje przeciwieństwo nie do pokonania.
Ono czyni duszę zwartą i mocną w miłości ku Bogu i wstręcie do grzechu.

Zasadniczą przeszkodą do zjednoczenia z Bogiem jest grzech śmiertelny, a do postępu - rozmyślny grzech powszedni. Grzech powszedni popełniony z prędkości, czy ze słabości
nie powstrzymuje nas w szukaniu Boga. Jeżeli natomiast dusza popełnia grzech powszedni
na zimno, z rozmysłem, jest rzeczą niemożliwą, by czyniła postęp w doskonałości, gdyż taki nastrój paraliżuje w nas działanie Boga. Otóż żal stały usuwa ten nastrój i umożliwia postęp.

(...) Ustawiczne skruszenie serca nie jest przeciwne ufności i radości duchowej, ani też wylewom miłości i upodobaniu w Bogu. Przeciwnie wszyscy święci pełni skruchy pałali niezwykłą miłością Boga i napełnieni byli wielką radością wewnętrzną, albowiem doszli
do niezwykłego zjednoczenia ze Stwórcą. Ufność i radość nie tylko nie znajdują przeszkody
w skrusze, ale opierają się na niej jako na fundamencie mocnym.
Jakież bowiem jest główne źródło skruchy? Świadomość, że się znieważyło Boga nieskończonej dobroci, a więc żal doskonały, który płynie ze szczególnych i bardzo czystych form miłości. Skruszenie rozbudza wielkoduszność i miłość, by wynagrodzić, za przeszłe uchybienia, - większą gorliwość i szlachetny entuzjazm. Ona sprawia, że dusza już sobie
nie ufa, a tylko Zbawicielowi i dlatego jest czujna na działanie Ducha Świętego.

(...) Ustawiczne skruszenie serca nakłania duszę do głębokiej pokory i przyjmowania całej
woli Bożej, w jakiejkolwiek postaci by przed nami stanęła.
(...) Stała skrucha jest źródłem miłości bliźniego. Dusza bowiem skruszona widzi swoje błędy
i słabości i nie posądza bliźniego, będąc wyrozumiałą na jego usterki. Jeżeli surowo posądzamy bliźnich i łatwo opowiadamy ich błędy, nie ma w nas prawdziwego skruszenia serca. Prawdziwy żal ożywia w nas wielkoduszność, podtrzymuje miłość i coraz bardziej oczyszcza duszę, by się mogła połączyć z Panem. On potęguje ufność w Miłosierdzie Boga, który pokutującym przebacza i sprowadza pokój wewnętrzny, radość nadziemską, a usuwa smutek i przygnębienie.

(...) Najcenniejszym owocem skruchy jest umocnienie duszy w walce z pokusami.
(...) W walce z pokusą trzeba przede wszystkim czujności, a utrzymać się w niej najlepiej
przez skruszenie serca. Dusza bowiem ożywiona tym święty uczuciem ma się na baczności przed sobą, zna z doświadczenia swoje słabości i wzdryga się przed tym, co ją wystawia
na niebezpieczeństwo ponownego upadku. Pod wpływem tej bojaźni ożywionej miłością czujnie unika wszystkiego, co by ją mogło odwrócić od Boga, który na nią dzień i noc spogląda. A ponieważ sobie nie ufa, ucieka się do Chrystusa i modli się w poczuciu skruchy;
takie zaś usposobienie wzmacnia nas i odpędza napaści wroga.
(...) Aby nabyć skruchę stałą, trzeba prosić Boga o nią, to jest bowiem tak drogocenny dar,
że tylko wybłagać go można. (...) Oprócz modlitwy stałą skruchę rozbudza rozpamiętywanie Męki Zbawiciela i Jego najmilszej Matki. (...) Jak Piotr poczuł żal za grzechy pod wpływem wzroku Jezusa, tak my odczujemy skruchę przy rozważaniu Jego Męki. Ten wzrok Ukrzyżowanego przenika aż do głębi duszę i kruszy ją żalem, bo daje zrozumienie,
że grzech był przyczyną wszystkich cierpień Najmiłosierniejszego Zbawiciela.

Gdy spoglądając w przeszłość spostrzeżemy mnóstwo różnych naszych uchybień, przypomnijmy, że ilekroć grzesznik przez żal otrzymuje przebaczanie, tylekroć Aniołowie
w niebie wysławiają nieskończone Miłosierdzie Boże. (...)

(Sł. B. ks. M. Sopoćko, Rozważania o Miłosierdziu Bożym i konferencje.
O stałej skrusze z grzechy, AAB, T. LVII, mps, s. 283-287)


Rozważanie XXIX
O POKUSACH

"Jeśli masz zamiar służyć Panu,
przygotuj swą duszę na doświadczenia" (Syr 2,1)

Ktokolwiek chce być prawym chrześcijaninem i nabyć prawdziwą cnotę, winien przygotować się na różnorakie pokusy, od których nawet Chrystus nie był wolny.
(...) Wszyscy na ziemi pozostajemy jakby między dwoma biegunami: nad nami Bóg Miłosierny
i najrozkoszniejsze niebo, a pod nami szatan złośliwy i piekło. Bóg nas wzywa ku sobie, zaszczepiając w nas wiarę, nadzieję i miłość, a szatan ciągnie ku sobie przez
"pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pychę tego życia" (1J 2,16). Winniśmy zrobić wybór i przechylić się
ku jednemu lub drugiemu biegunowi; neutralność tu jest niemożliwa: albo ulegniemy wezwaniu Miłosierdzia i cnoty, albo damy się porwać powabom występku.

(...) Pokusy często powstają z naszej winy, z braku umartwienia i czuwania, z powodu niestałości umysłu i braku ufności w Miłosierdzie Boże. Jak łodzią bez steru rzucają bałwany, tak człowiek niestały i wylany na zewnątrz bywa miotany różnymi pokusami. Czasami pokusy przychodzą bez naszej winy i wówczas nie należy się niepokoić. Walka bowiem z pokusami
nie jest wprawdzie przyjemną, ale nader pożyteczną. Dlatego Bóg pokusy dopuszcza
i posługuje się nimi jak nieraz lekarz trucizną dla większego dobra duszy.

Pokusa uczy pokory. Wielu ludzi żyje w złudzeniu, ukrywając przed sobą swą nędzę,
jaką odkrywa pokusa, by nauczyć nas pogardzać sobą, a ufać Bogu. Piotr w wieczerniku
był zuchwały mówiąc, że nigdy nie zdradzi Mistrza, a po upadku stał się nad wyraz pokorny
i na pytanie Mistrza, czy miłuje Go, odpowiada, że
"Ty wiesz, że Cię kocham" (J 21,17).
Jak okręt winien być nieco zanurzony w wodzie, by się nie przewrócił, tak Bóg dopuszcza
nam zanurzyć się w nędzy pokusy, by nas utrzymać w pokorze.
Pokusa oczyszcza duszę i wyrywa ją ze złudnego niedbalstwa, czyniąc ją czujną i ostrożną.
Jak morze wyrzuca męty i brudy, tak dusza miotana pokusą uwalnia się od złudzeń co do swej doskonałości.

(...) Pokusa utwierdza duszę w cnotach i ułatwia postęp w doskonałościach. Bez walki nie ma zwycięstwa, a bez zwycięstwa nie ma cnoty, która się nabywa przez ustawiczne ćwiczenie.
Jak drzewo narażone na wichry zapuszcza głęboko korzenie, tak dusza miotana pokusami umacnia się w cnocie.
(...) Godność istoty rozumnej wykwita przede wszystkim z wolnej woli. Zasługą i chwałą istoty wolnej jest opór stawiany złym popędom, jaki się uwalnia przy zwalczaniu pokusy. Bóg pozostawił nas wolnymi, byśmy przy jego łasce samorzutnie czynili wybór. Dlatego dzierżymy
w swym ręku wagę życia i śmierci, zła i dobra. Celem naszym ma być zjednoczenie z Bogiem, które możemy osiągnąć tylko aktami wolnymi. W ten sposób przez pokusy pomnażają się nasze zasługi i nagroda.
"Błogosławiony mąż, który oprze się pokusie" (Jk 1,12).

Wreszcie pokusa przyczynia się do pomnożenia chwały Boga i naszej. Po każdym naszym zwycięstwie nad szatanem Bóg jest uwielbiony, bo Jego żołnierz odniósł tryumf nad wrogiem orężem łaski.
(...) Nie smućmy się, gdy na nas uderzają pokusy, bo Ten pozwala nas kusić, który chce nas udekorować koroną i nie pozwoli kusić nas nad to, co możemy.
"Wierny jest Bóg i nie dozwoli was kusić ponad to, co potraficie znieść, lecz zsyłając pokusę, równocześnie wskaże sposób
jej pokonania, abyście mogli przetrwać" (1Kor 10,13).

(...) Aby odnieść pożytek z pokus, należy im zapobiegać, zwalczać je energicznie i po odniesionym zwycięstwie dziękować Bogu za pomoc. Znana jest zasada, że lepiej chorobie zapobiec, niż z niej się leczyć. (...) Tym bardziej doradza to nam chrześcijańska przezorność. Nie trzeba pokus się lękać, ale należy im raczej zapobiegać. Gdy zaś pokusa naciera, nie dowierzajmy sobie, a raczej ufnie prośmy Boga o pomoc i unikajmy okazji.

(...) Modlitwa ufna stawia nas obok Boga i czyni nas niezwyciężonymi. Mamy się modlić
z wielką ufnością w Miłosierdzie Boże, które nigdy nas nie zawiedzie. Módlmy się ustnie
i myślą, prywatnie i publicznie, w chwilach spokoju, by się uzbroić przed atakiem przyszłych pokus, a gdy one nadejdą wzbudzajmy krótkie akty strzeliste, np.
"Okaż mi, Panie,
Miłosierdzie swoje", "Jezu, ufam Tobie!", "Zmiłuj się nade mną, Panie!" itp. (...)

(Sł. B. ks. M. Sopoćko, Rozważania o Miłosierdziu Bożym i konferencje.
O pokusach, AAB, T. LVII, mps, s. 288-293)


Rozważanie XXX
DOBRY PASTERZ

"Błądziliście bowiem jak owce,
ale teraz nawróciliście się do Pasterza i Stróża dusz waszych" (1P 2,25)

Św. Piotr mówi, że Chrystus jest Pasterzem dusz, za które umarł i które zgromadził
wokół siebie; a sam Zbawiciel nazywa siebie Dobry Pasterzem (por. J 10,11).
(...) Chrystus wylicza osiem cech Dobrego Pasterza: wchodzi prze bramę, oddźwierny
mu otwiera, owce słuchają głosu Jego, nazywa owce po imieniu, czyli traktuje każdą duszę indywidualnie, owce pasie, idzie przed nimi, owce idą za Nim, kładzie życie swe za owce. Wszystkie te cechy znajdujemy u Pana Jezusa, który zresztą sam je ukazuje w sobie:

"Ja jestem dobrym pasterzem i znam [owce] moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie
zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce" (J 10,14-15).

Jeżeli Chrystus jest Pasterzem, a my owcami, mamy iść za Nim. Tymczasem nieraz owieczka błądzi - grzeszy i zaplątuje się w ciernie - następstwa grzechu, jakimi są wyrzuty sumienia, upadek sił, niesława, ubóstwo, wymówki, pogarda ze strony drugich, a czasami kryminał. Oddala się owca od Dobrego Pasterza, a oddalając się zapomina o Nim i już nawet Go
nie poznaje, gdy się zbliża - ucieka od Niego, męczy się i wpada w ostateczną nędzę. Tym trzem nędzom owcy Dobry Pasterz przeciwstawia trzy skutki swego Miłosierdzia: szuka owcy zgubionej, dogania ją, znajduje uciekającą i wyczerpaną; leczy rany, koi ból lub przynajmniej użycza sił do znoszenia cierpień, a wreszcie przynosi na swych ramionach do owczarni.
Tą owczarnią jest Kościół Chrystusowy.

Grzesznik już nie jest w ścisłej łączności z Kościołem, a traci tę łączność nie w tym znaczeniu, jakoby był z niego wykluczony zupełnie (...), ale w tym znaczeniu, że nie zespala go ze sprawiedliwymi miłość Boża, którą przez grzech śmiertelny utracił, a tylko ona czyni wiernych żywymi członkami mistycznego ciała Chrystusa. Grzesznik jest już tylko martwym członkiem Kościoła, dlatego Chrystus przedstawia go, jako owcę odłączoną od trzody, jak sparaliżowane ramię w organizmie.
Na cóż się przyda ramieniu sparaliżowanemu, że się trzyma reszty ciała, za pomocą żył
i mięśni, kiedy już nerwy nie działają i nie odczuwają - nie odbierają wrażeń z zewnątrz,
ani też rozkazów z wnętrza mózgu. Grzesznik już nie posiada miłości Boga, a miłość - to serce Kościoła - to pierwiastek i źródło życia, z którego rozlewa się ciepło po całym organizmie.
Kto wyratuje owcę zbłąkaną i grzesznikowi przywróci utraconą miłość Boga?
Kto ożywi martwy członek Kościoła? Król Miłosierdzia.

Jezus Chrystus, jako dobry Pasterz, jest Królem Miłosierdzia. Założył On wieczne Królestwo,
jak to wyznał Piłatowi w czasie swej Męki (...). Jakim Królem jest Chrystus w swoim Królestwie? Czy Królem nieubłaganej sprawiedliwości i grozy? Nie! Chrystus jest Królem Miłosierdzia,
a to Miłosierdzie jest naczelną zasadą w Jego Królestwie.
W nim panuje prawdziwa wolność, jak mówi Apostoł:
"Ku wolności wyswobodził nas Chrystus" (Ga 5,1). Posłannictwem Chrystusa na ziemi było odsłonić duszom tajemnicę Miłosierdzia Bożego: "Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników" (Mt 9, 13).

Szczególnie odsłania tę tajemnicę w przypowieści o Dobrym Pasterzu. Ażeby zejść
na naszą małą ziemię i iść za zbłąkanymi owieczkami przyjmuje naturę ludzką.
W życiu publicznym idzie za nędznymi grzesznikami przez góry, doliny, przez ciernie i głogi, szuka owiec, nieraz zaplątanych w ciernie, woła na nie, leczy ich swą łaską, prowadzi na dobrą paszę swojej nauki i swojego przykładu, karmi ich swoim Ciałem i Krwią przenajświętszą. Wśród cierpień umiera za swoje owce na krzyżu.

Po Zmartwychwstaniu gromadzi znowu swoje owieczki, pociesza je, daje im Ducha Świętego
i życie wieczne. On stał się dla wszystkich pokoleń wszystkim: i ogrodzeniem, i drzwiami,
i drogą, i Pasterzem, i Królem Miłosierdzia. Bądźmy dobrymi owieczkami dobrego Pasterza, wpatrując się w Jego przykład, rozważając Jego słowa, wstępując w Jego ślady, a przede wszystkim naśladując Jego Miłosierdzie w stosunku do swoich bliźnich, świadcząc im uczynki miłosierne względem duszy i ciała.

Znakiem prawdziwej owieczki Jezusowej jest przyjmowanie wszystkiego z poddaniem się
i odczuwanie radości we wszystkim, co się do Zbawiciela odnosi. Ofiarujmy Mu ten skromny
dar naszego życia, naszych cierpień i naszych prac, naszych smutków i radości. Idźmy za Nim wszędzie: i do Betlejem, i na górę Tabor i do ogrodu Getsemani, i na Kalwarię. Pozwólmy,
aby nas upominał, jeżeli zechce nas powstrzymać od zatrutej paszy światowych uciech
i od wilków na nas czatujących.

(Sł. B. ks. M. Sopoćko, Godzina święta i nowenna.
Dobry Pasterz - Król Miłosierdzia, Warszawa-Lublin 1949, s. 109-113)


Rozważanie XXXI
MIŁOSIERDZIE BOŻE WYPŁYWAJĄCE Z RAN CHRYSTUSOWYCH

Mógł Zbawiciel zadośćuczynić za grzechy ludzi jednym słowem, jedną modlitwą do Ojca,
mógł zadowolić sprawiedliwość przez samo tylko Wcielenie, składając okup
za winy przez żal najdoskonalszy. Ale takie zadośćuczynienie nie ujawniłoby na zewnątrz należycie złości grzechów i Miłosierdzia nieskończonego przy ich zgładzeniu. Dlatego w całe życie swoje wkłada tyle bólu, bohaterstwa, energii i mocy, a szczególnie w mękę i śmierć swoją wlewa bezmiar cierpień, których wielkość ujawniają rany, pozostałe nawet w ciele chwalebnym po zmartwychwstaniu.

Chciał Pan Jezus w swej męce poślubić dusze nasze i zmusić je do gorącej miłości
i tkliwego przywiązania, pragnął żarem swoich cierpień rozpłomienić nasze serca,
a Miłosierdziem ran swoich rozbudzić w nas ogień bezgranicznej ufności, chciał również wykazać nieskończoną złość naszych występków.

(...) Rany Jezusa mogły powstać już w czasie pojmania w Ogrójcu przy skrępowaniu Go powrozami, mógł je spowodować srogi policzek u Annasza i uderzenie przy naigrawaniu
w ciemnicy u Kajfasza. Jednakże największe i najboleśniejsze rany powstały przy biczowaniu, ukoronowaniu cierniem i ukrzyżowaniu.

Biczowanie Zbawiciela było o wiele surowsze niż innych skazanych na ukrzyżowanie, albowiem Piłat chciał strasznym widokiem ubiczowanego osłabić nienawiść i uchylić żądany wyrok śmierci. Im szlachetniejsze jest ciało, tym bywa wrażliwsze na ból. Ciało zaś Jezusa
było najdelikatniejsze, skąd można wnioskować, że cierpienia musiały być największe,
można nawet twierdzić, że cierpienia te były większe od cierpień wszystkich męczenników. Wielu wkrótce po zadaniu mąk biczami mdleje i potem już bólu nie czuje, a Chrystus był przytomny przez cały czas męki aż do skonania, gdyż podtrzymywał swe siły Boską mocą.

(...) Ukoronowanie cierniem było uzupełnieniem biczowania, by zadać ból w najczulszym
na bodźce zewnętrzne miejscu - w głowie.
(...) Ukrzyżowanie spowodowało odnowienie wszystkich ran przy obnażeniu i zadanie nowych, może największych i najboleśniejszych - przy przybiciu tępymi gwoździami do krzyża. Następnie zawieszenie na krzyżu wywołało największe cierpienie trwające bez przerwy
przez trzy godziny aż do skonania. Zbawiciel obrał ten rodzaj najdotkliwszej śmierci,
by zadośćuczynić sprawiedliwości Bożej za grzechy i dać okup największych i najdotkliwszych mąk na krzyżu jako dowód swego Miłosierdzia. Rany rąk, nóg i boku, jako największe
i najdotkliwsze, zostały na uwielbionym ciele Zbawiciela po Zmartwychwstaniu (por. J 20,27).

Są one i na obrazie Najmiłosierniejszego Zbawiciela. Przyjął je Pan Jezus do swej chwały
niby pięć ziaren mirry, by były chlubą Jego na wieki, by były dowodem Jego Miłosierdzia
dla świętych, by były oskarżeniem i wyrokiem dla potępionych. Na sądzie ostatecznym z ran tych będzie tryskać światło uszczęśliwiające wybranych a przygniatające odrzuconych.
Pan często głosił, że zawsze o nas pamiętać będzie, ale nic nas tak bardzo o tym nie upewnia, jak to, że na rękach swoich nas napisał (por. Iz 49,16) i ranami swymi zasłania nas przed sprawiedliwością karzącą.

Czym latarnie morskie dla żeglarzy, tym będą dla mnie te święte blizny. Do nich się schronię przed burzami w walkach duszy. Tu nauczę się kochać i nieść ofiarę: rany rąk przypomną mi twardy obowiązek pracy, rany stóp - uciążliwe drogi, na których mam szukać dusz dla nieba, rana Serca Jezusowego - Jego Miłosierdzie i obowiązek uczynków miłosierdzia.

(Sł. B. ks. M. Sopoćko, Poznajmy Boga w Jego Miłosierdziu, Poznań 1949, s. 92-95)


Rozważanie XXXII (dodatkowe)
OZIĘBŁOŚĆ

"Obyś był zimny, albo gorący!
A tak, skoro jesteś letni (...) chcę cię wyrzucić z mych ust" (Ap 3,15n)

Tak Chrystus ustami Jana Apostoła piętnuje dusze oziębłe wskazując, jak one są wstrętne
dla Boga. Taka dusza, mimo wielu łask Miłosierdzia Bożego, gardzi nimi i poddaje się obezwładniającemu lenistwu, które odciąga od gorliwości, a pod byle pretekstem zupełnie opuszcza modlitwę. Niby uczęszcza do sakramentów, ale lekkomyślnie, bez przygotowania należytego i dlatego najczęściej bezowocnie, jeżeli nie świętokradzko. Niby spełnia obowiązki stanu, ale bez ducha wiary z ubieganiem się o to, co sprawia przyjemność, z szukaniem wszędzie i we wszystkim siebie.

Dusza oziębła jest nikczemnie wyrachowana: unika tylko tego, co wyraźnie jest grzechem ciężkim, a grzechy powszednie popełnia z całym rozmysłem; nigdy nie myśli o poświęceniu się, o delikatniejszych względem Boga uczuciach, o tym, co się Panu Bogu podoba, lub nie podoba. Stąd płynie brak umartwienia, dzięki czemu burzy się pycha, gniew, niecierpliwość i cierpkość w obcowaniu z innymi, obmowy i plotki, dobrowolne rozproszenia na modlitwie, z których
nie chce i nie usiłuje się poprawić.

Duszę oziębłą można poznać po następujących znakach:
Brak, albo słabe tylko pragnienie doskonałości i co za tym idzie słaby, albo żaden żal
za niewierności i niedbalstwa w służbie Bożej. Kto nie pragnie dobra, ten nigdy go
nie posiądzie, gdyż ono zdobywa się gwałtem. Zaniedbanie walki wewnętrznej.
Nie zwycięży ten, kto się walki obawia, a bez boju nie ma zwycięstwa, ani nagrody.
Oziębły walczy nie z namiętnościami, ale z łaską Bożą, która go nawołuje do poprawy.
Wielka niestałość w postanowieniach. Ten, który się wciąż zatrzymuje lub cofa, nigdy nie zrobi postępu. Szukanie rozrywek w grach i ustawicznych zabawach oraz wylewanie się na zewnątrz w niepotrzebnych rozmowach z pobudek miłości własnej, czyli braku umartwienia.
Częste oglądanie się za siebie, a nie spoglądanie na ideał.

Oziębłość jest bardzo groźnym stanem, albowiem dusza w nim pozostaje w złudzeniu,
jak chory, który udaje zdrowego i do lekarza się nie zwraca. Nie zważa na przestrogi sumienia, ani na natchnienia, ani na przestrogi bliźnich, na których się nawet za nie gniewa.
Poczytuje za błahostkę niezliczoną ilość grzechów powszednich, w których często zaciąga nałóg, a czasami wpada i w grzechy ciężkie, do których również powoli się przyzwyczaja.
Oziębłość godzi się z pewnymi cnotami, które utrzymują duszę w złowieszczym ubezpieczeniu. Sługa ewangeliczny nie przekroczył prawa sprawiedliwości, wstrzemięźliwości, ani czystości, przynajmniej o tym nie wiemy, a tylko był leniwy - oziębły i za to usłyszał wyrok:
"A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz - w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów" (Mt 25, 30).

Panny głupie również zachowały skarb dziewictwa, a zostały pozbawione godów nie za zbrodnie jakieś, ale za brak roztropności i czuwania (por. Mt 25, 12). Pozłota cnoty i pozór pobożności mogą znaleźć łaskę u ludzi, ale Bóg patrzy w serca i rzuca przekleństwo za brak owoców na drzewie (por. Mt 20,19). "Przeklęty ten, co wypełnia dzieło Pańskie niedbale!"
(Jer 48,10)
, a sprawy Pańskie, to modlitwy, obowiązki itd.

Oziębła dusza nie chce życia prawdziwie Chrystusowego, ale i do światowego nie lgnie całkowicie, wlecze się między złym i dobrym, nie oddając się całkowicie żadnemu.
Żyje opuszczona i osamotniona, wygnana ze świata, gdzie się bawią, i odepchnięta
od grona świętych, gdzie Bóg rozlewa pociechy, - można rzec, że zawieszona między piekłem, a niebem. Człowiek oziębły sądzi, że potrafi się ostać w tym niepewnym położeniu.
Tymczasem ani Bóg, ani szatan, ani własna natura na to nie pozwolą. Bóg zawoła:

"Zdaj sprawę z twego zarządzania" (Łk 16,2).

Szatan powoli zdobywa teren niestrzeżony i doprowadza oziębłego do grzechu ciężkiego. Natura powoli traci siły w walce, zanim jeszcze ona została rozpoczęta, i niechybnie upada.
(...) Wszakże oziębłość nie jest chorobą zupełnie nieuleczalną.
(...) Oto lekarstwo skuteczne przeciw oziębłości: kupić miłość Boga za monetę modlitwy,
która wprawdzie dla duszy oziębłej jest uciążliwa, ale konieczna.

(Sł. B. ks. M. Sopoćko, Godzina święta i nowenna o Miłosierdzie Boże nad światem,
Warszawa 1949, s. 74-78)

 

 

DALEJ >> Rekolekcje z księdzem Michałem Sopocko

<< POWRÓT do części I

 

do góry

 

 

Prawa autorskie zastrzeżone © Zgromadzenie Sióstr Jezusa Miłosiernego

e-mail: s_dominika@op.pl