<< POWRÓT do części I

XXXII ROZWAŻANIA O MIŁOSIERDZIU BOŻYM
opracowane na podstawie publikacji ks. dr Michała Sopoćki
(wybór tekstów s. Teresa Szałkowska ZSJM)
część III


Rozważanie XIII
PAMIĘĆ O OBECNOŚCI BOŻEJ
JAKO WDZIĘCZNOŚĆ ZA MIŁOSIERDZIE BOŻE

Bóg hojnie udziela Miłosierdzia swojego tym wszystkim, którzy (...) starają się pamiętać
o Jego obecności. Kto bowiem pamięta zawsze, że Bóg jest wszędzie obecny, zawiera przymierze z Miłosiernym Stwórcą, który ze swej strony pamięta o człowieku, obdarzając
go licznymi łaskami. Pamięć o obecności Bożej jest jednym z najdoskonalszych sposobów uświęcenia duszy i odwdzięczenia się Bogu za dobrodziejstwa.

(...) "Jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który [jest i działa] ponad wszystkimi, przez wszystkich
i we wszystkich" (Ef 4,6).
W tych słowach Apostoł Narodów mówi o obecności Boga w każdym człowieku, jak jest obecny i na każdym miejscu.

On nieskończony, niezmierzony i nieogarniony wypełnia sobą wszystko i wszystko
w sobie zawiera.
"Czy nie wypełniam nieba i ziemi?" (Jr 23,24), woła ustami proroka, zaznaczając w tych słowach, że jest obecny w niebie i na ziemi, i na każdym miejscu zarówno wewnętrznie jak i zewnętrznie, że przenika wszystko, jak światło, które samo jest niewidzialne, a oświeca wszystko, gdzie się znajduje i dokąd sięga, wypełnia sobą każdą przestrzeń.
(...) Będąc obecny w każdym miejscu wszelkiej przestrzeni, Bóg jest obecny i w każdej rzeczy
i w każdym stworzeniu, tak, że nie ma takiej małej i nikłej rzeczy, w której Bóg nie byłby obecny cały.

(...) Oprócz naturalnej obecności Boga istnieje jeszcze obecność Jego nadnaturalna przez łaskę. (...) [Taka] obecność (...) Boga w duszy człowieka sprawia, że człowiek żyje tym Duchem, jakim żyje sam Bóg, gdyż Duch Święty go ożywia, pobudza, upiększa, rządzi nim tak,
że wszystkie czynności, słowa i myśli stają się Bogu miłymi i zasługującymi na nagrodę wieczną.
"Jeśli mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go
i przyjdziemy do niego, i mieszkanie u niego uczynimy" (J 14,23).

Miłość jest więc tym związkiem - niby łańcuchem - jakim Duch Święty łączy się z nami,
a raczej cała Trójca Święta - Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty - zakładają w duszy mieszkanie dla siebie .(...) Przez tą dopiero obecność powstaje między Bogiem a duszą niezmiernie serdeczny stosunek, który się staje tym ściślejszy im więcej dusza go sobie uświadamia, czynnie przypominając obecność Bożą. Ćwiczenie się w pamięci na obecność Bożą jest bardzo owocne w skutkach.

Kto bowiem uświadamia sobie, że zawsze stoi w obliczu Stwórcy, Odkupiciela i Uświęciciela, nigdy się nie odważy na grzech (...). Ta pamięć oczyszcza duszę od grzechów powszednich, pobudzając do żalu za nie, - uświęca nasze myśli, słowa i uczynki, - uszlachetnia i udoskonala nasze zmysły i wyobraźnię oraz ułatwia poznanie naszych grzechów i niedoskonałości w celu przebłagania za nie Stwórcy i uniknięcia ich na przyszłość.

(...) Pamięć na obecność Bożą jest najlepszym środkiem na zły humor, smutek i przygnębienie, gdyż napełnia duszę wielką, niewymowna radością. Radość bowiem jest to uczucie przyjemne, z powodu posiadania dobra. A ponieważ Bóg jest dobrem najwyższym, dlatego przypomnienie sobie, że Dobro to jest w nas, a my w Nim, powoduje radość największą. Oto mamy taki skarb
w duszy naszej i we wszystkich jej władzach, w ciele naszym i we wszystkich jego zmysłach (...): Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty z całą swoją potęgą, mądrością, dobrocią
i miłosierdziem oraz ze wszystkimi swymi doskonałościami i bogactwami w nas mieszka,
a my w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy. Stajemy się uczestnikami wszystkich dóbr Jego, które On z nieskończonego Miłosierdzia swego pragnie na nas jak najobficiej wylać.
Byśmy tylko przygotowali siebie do ich godnego przyjęcia.

Ponieważ jest On w nas wewnętrznie obecny, bardzo łatwo może nas udoskonalić,
byśmy tylko nie stawiali Mu przeszkód, a dusza nasza natychmiast napełni się blaskiem
i pięknością życia wiecznego. Któż myśląc o tym nie napełni się radością, odpędzając
wszelkie smutki i przygnębienia? Dotychczas tylko w małym stopniu zaczerpnęliśmy z tego niezmierzonego morza łask do swojej duszy, a napełniła się ona niewymowną słodkością
i radością, a cóż dopiero, jeżeli lepiej się zaczniemy przygotowywać i współpracować
z tymi łaskami, pogardzając rzeczami doczesnymi i przejściowymi?

Pamięć na obecność Bożą jest ostoją w niebezpieczeństwach, gdyż powoduje w duszy wielką ufność w Miłosierdzie Boże. Jeżeli bowiem Bóg nie tylko jest w nas wewnętrznie, przenikając całą naszą istotę, lecz nadto otacza nas z zewnątrz i ogarnia zewsząd, - któż mógłby nam szkodzić, jeżeliby On sam na to nie dał zezwolenia? A jeżeli sam na to zezwolił, winniśmy cierpliwie i ochotnie przyjąć z Jego ręki wszystko, gdyż "[Bóg] z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra" (Rz 8,28). (...)

Wreszcie przypominanie obecności Bożej powoduje czynienie wszystkiego z czystej intencji podobania się Jemu i przez to powiększa nasze zasługi na życie wieczne oraz umożliwia nam zrozumienie - choć w przybliżeniu - szczęśliwości niebieskiej, jaką błogosławieni cieszą się
w ustawicznym oglądaniu Pana Boga. (...)

(Sł. B. ks. M. Sopoćko, O wdzięczności za Miłosierdzie Boże, AZSJM, rps, s.18-24a)


Rozważanie XIV
MIŁOSIERNA OPATRZNOŚĆ BOGA

"Ty zaś, Boże nasz, jesteś dobry i wierny,
cierpliwy i miłosierny w rządach nad wszystkim" (Mdr 15,1).

Wdzięczny obraz opiekuńczej ręki Boga wyraża autor natchniony w powyższych słowach, zaznaczając, że w tej opiece kieruje się głównie Miłosierdziem. Dla mocniejszego podkreślenia tego miłosiernego stosunku do świata, używa jeszcze kilku synonimów, nazywając Boga (...) wiernym, czyli dotrzymującym obietnic, - cierpliwym, czyli oczekującym na poprawę grzeszników.

Ten miłosierny stosunek Boga do stworzeń - a szczególnie do ludzi - ujawnia się we wszystkich dziełach Bożych (...), ale może najbardziej jest uderzający w kierowaniu światem, a przede wszystkim w opiece nad ludźmi, co nazywamy Opatrznością.
(...) Nosimy w sobie namacalne świadectwo Opatrzności. Czujemy bowiem, że życie nasze
nie rozwija się pod wyłącznie naszym kierownictwem. Ileż to razy doświadczyliśmy,
jak płonne były nasze wysiłki, a uwieńczenie naszych przedsięwzięć pomyślnym skutkiem zawdzięczaliśmy tajemniczym przyczynom, które działały poza nami? (...) Ileż to wydarzeń zdarza się codziennie mimo nas, ile pomyślnych wypadków, których bynajmniej nie możemy przypisać sobie? (...) Toteż oparty o własne doświadczenie woła Psalmista, oddając hołd Boskiej Opatrzności:
"Panie przenikasz i znasz mnie, Ty wiesz, kiedy siadam i wstaję.
Z daleka przenikasz moje zamysły, widzisz moje działanie i mój spoczynek i wszystkie
moje drogi są Ci znane" (Ps 139,1-3).

(...) Wszystkie dzieła Opatrzności Bożej nacechowane są nieskończonym Miłosierdziem. (...)Przede wszystkim uderza nas Miłosierdzie Boże w zachowaniu [w istnieniu] stworzeń
od największych do najmniejszych istot, jak mówi autor natchniony w Księdze Mądrości:

"On bowiem stworzył małego i wielkiego i jednakowo o wszystkich się troszczy" (Mdr 6,7).
(...) O szczególnej zaś opiece miłosiernej Boga nad człowiekiem tak opiewa Psalmista:
"Swoim aniołom nakazał w twej sprawie, aby cię strzegli na wszystkich twych drogach.
Na rękach będą cię nosili, abyś nie uraził swej stopy o kamień"(Ps 91,11-12).

Jeszcze wymowniej głosi to Bóg u Proroka. Oto żeby okazać jak troskliwie czuwa nad nami,
z jakim Miłosierdziem pamięta o wszystkich naszych potrzebach, porównuje się do matki
i woła:
"Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie. Oto wyryłem cię na obu dłoniach"(Iz 49,15-16).

Jakież cudowne Miłosierne słowa! Napisał nas na rękach swoich, to znaczy,
że zawsze jesteśmy przed Jego oczami, w Jego pamięci i sercu!
(...) Gdybyśmy mogli to wszystko dokładnie zrozumieć, jakże byśmy jasno ujrzeli wszędzie tę Miłosierną Opatrzność, której oko i serce wszystkim kieruje, w każdym szczególe widzialnego świata; jakże byśmy głęboko odczuli prawdziwie ojcowską miłosierną opiekę nad sobą,
w każdym momencie życia naszego i zraszalibyśmy oczy swoje łzami słodkiej wdzięczności! Jakże byśmy często powtarzali z Psalmistą te słowa:
"Weselę się i cieszę z Twojej łaski, boś wejrzał na moją nędzę, poznałeś udręki mej duszy i nie oddałeś mnie w ręce nieprzyjaciela" (Ps 31,8-9).

Otóż radość wielka i spokój wewnętrzny jest pierwszym owocem dla duszy z poznania
i rozważania miłosiernej Opatrzności Boga nad nami. (...) Dziś wielu ludzi szemrze i utyskuje,
że Bóg dopuszcza klęski żywiołowe, a przede wszystkim, że nie ma spokoju na świecie (...). Ależ te klęski są owocem grzechów strasznych, a wojny - skutkiem złej woli ludzkiej, pychy
i chciwości istot rozumnych. (...) Zresztą te klęski są okazją dla sprawiedliwych do zbierania zasług i ćwiczenia się w cnotach chrześcijańskich, jak powiada Apostoł:
"Niewielkie bowiem utrapienia nasze obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku" (2Kor 4,17).

(...) Rozważanie o Miłosiernej Opatrzności Boga powstrzymuje ludzi od zbytecznej troski
o rzeczy doczesne. Jeżeli bowiem Opatrzność Boża karmi ptaki niebieskie i troszczy się
o legowisko i ubranie dla zwierząt, jeżeli tak przyodziewa i upiększa kwiaty polne,
- o ileż bardziej nie zapomni o ludziach, którzy są przybranymi synami Bożymi i dziedzicami królestwa Bożego. Dlatego największą troską tych ludzi powinno być staranie o rzeczy, odnoszące się do zbawienia wiecznego, a dopiero na drugim miejscu muszą się znaleźć zabiegi o sprawy doczesne:
"Starajcie się naprzód o królestwo [Boga] i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane" (Mt 6,33), powiedział Zbawiciel, dodając jeszcze:
"Nie bój się mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo" (Łk 12,32), jakby mówił: jeżeli postanowił dać wam królestwo niebieskie, o ileż bardziej dostarczy
wam najmniejszych rzeczy doczesnych, nie oszczędnie i skąpo, lecz hojnie jak przystało
na Ojca Miłosierdzia.

Wreszcie myśl o Opatrzności rodzi w sercu wielką ufność. Skoro bowiem Opatrzność Boża wszystkim kieruje i nic bez dopuszczenia Bożego nie może się dziać, nie lękajmy się potęgi złych ludzi, ani dzikiej wrogości zwierząt, ani zakusów piekła, ani czegokolwiek na świecie, gdyż nic nas nie spotka złego, co by nie wyszło na dobre. Przyjmujmy wszystko jako pochodzące z ręki Ojca Miłosiernego, wszystko, zarówno dobre, jak i to, co się dla nas złem
być wydaje, gdyż my oglądamy tutaj tylko jedną stronę odwrotną dywanu i nie widzimy drugiej, jakiej jest plan Boży, układający z naszych cierpień różany wieniec nagrody wiecznej.

"Sądzę bowiem, że cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą,
która ma się w nas objawić" (Rz 8,18).

(Sł. B. ks. M. Sopoćko, O wdzięczności za Miłosierdzie Boże, AZSJM, rps, s. 43-56a
i Rozważania o Miłosierdziu Bożym i konferencje. Miłosierna Opatrzność Boża, AAB, T. LVII, s. 210)


Rozważanie XV
MIŁOSIERDZIE BOŻE W NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENCIE

Objawy Miłosierdzia Bożego zlewają się na nas jak płatki śniegu w zimie, biją w nas codziennie, jak zapach leśny, wydobywający się z nieznanych kielichów. Tymczasem wielu chrześcijan rości sobie prawo do tego, jak gdyby Bóg miał obowiązek wyróżniać nas z pośród milionów niewiernych, i zapomina, że wszystko jest właściwie tylko darem łaski.
(...) Jak dziecko, śpiące na łonie matki jest niedbałe i nie zdaje sobie sprawy, komu zawdzięcza swój sen bezpieczny, tak często ludzie, korzystając z darów Miłosierdzia Bożego, nie myślą, komu je zawdzięczają i mogą zasłużyć na wyrzuty ze strony Boga, jak owych dziewięciu ewangelicznych trędowatych, - że za nie, nie składają podziękowania.

Przede wszystkim dziełem Miłosierdzia Bożego jest to, żeśmy się urodzili w tym złotym wieku łaski, a nie w czasie przed przyjściem Chrystusa Pana.(...) Pan Jezus uprzedził nas łaskami
i pozwolił nam się urodzić w wieku prawdziwie złotym, w którym już szatan jest pokonany, śmierć wieczna zwyciężona, niebo otwarte, Miłosierdzie Boże ujawnione, wskazana droga zbawienia, ustanowione środki łaski, przez które tak łatwo odzyskuje się pojednanie z Bogiem. Teraz składa się ustawiczna ofiara przebłagalna za grzechy całego świata, ofiara nie z krwi zwierząt - jak dawniej - ale z Krwi i Ciała Pana naszego Jezusa Chrystusa.

(...) Jeżeli Miłosierdziem nazywamy skłonienie się Boga ku nam dla wyprowadzenia nas
z nędzy grzechu, to cóż mówić nie o skłonieniu się tylko, lecz o oddaniu samego siebie
dla nas na pokarm i napój w Przenajświętszym Sakramencie, do którego wszyscy wierni
w stanie łaski mają taki łatwy dostęp?
(...) Jezus przystępuje do nas pełen mocy i życia, świeży i pokrzepiający, z ciałem,
duszą i Bóstwem swoim, by zmyć i wypalić w nas wszelką grzeszną naleciałość, by pobudzić
do większej gorliwości i do żywszej czynności. Nie słowem ani mową, ale Ciałem i Krwią własną zapala nas ku swojej miłości i napełnia nas prawdziwą, trwałą radością. Zapał ten
czyni nas ochotnymi do pracy, a radość wlewa odwagę do walki. Wobec takiego objawienia Miłosierdzia naszego Zbawiciela, jacyśmy szczęśliwi zawsze pomimo klęsk materialnych, jacyśmy potężni pomimo niebezpieczeństw jawnych, jacyśmy weseli pomimo łez płynących obficie z naszych oczu, jacyśmy bogaci pomimo ubóstwa wyzierającego zewsząd!

Człowiek niejednokrotnie czuje się opuszczonym i samotnym, nie rozumie wówczas świata ani siebie samego, a wśród wewnętrznych udręczeń poczyna się chwiać jego wiara. Jak wielki jest Bóg w przestworzu, gdzie ja tylko ciemnym punkcikiem, - jak nieskończony w czasie, w którym jestem tylko jedną chwilką. Jak jest święty i wszechwładny wobec mojej grzeszności i słabości. Zbyt święty, wielki i sprawiedliwy, byśmy mogli wznieść się do Niego!

Takie myśli trwożliwe pozostają nieraz w naszym sercu. Ale oto wzrok nasz pada na kościół sąsiedni i natychmiast ufność wraca do naszego serca, spostrzegamy tam światło lampki wiecznej, które nam mówi, że ten Bóg nieskończony w przestrzeni i czasie, z Miłosierdzia swojego zamknął się w Hostii pod postacią chleba, że przebywa wśród nas, że nas zaprasza
do siebie. Idziemy do Komunii św. i klękamy wszyscy obok siebie: bogaci i ubodzy,
wielmożni i maluczcy - wszyscy czujemy się równi w obliczu Sędziego - wszyscy jednoczymy się w świętym braterstwie. Tu właśnie jest prawdziwe wychowanie w równości,
braterstwie i wolności synów Bożych. (...)

(Sł. B. ks. M. Sopoćko, Rozważania o Miłosierdziu Bożym.
Miłosierdzie względem poszczególnego chrześcijanina, AZSJM, T. X, mps, s. 1-7)


Rozważanie XVI
MIŁOSIERDZIE BOŻE W NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENCIE - cz. II

"Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje" (Mt 26,26), powiada Zbawiciel.
Jakież to niezwykłe wyrażenie! Karmić się Bogiem, wcielać w siebie Boga, stawać się żywym tabernakulum Boga, - przyjmować Ciało Jezusa, które leżało w grobie, umarło na krzyżu, wstąpiło do nieba, siedzi po prawicy Ojca, gdzie stanowi radość aniołów, chwałę nieba, zachwyt duchów błogosławionych. Razem z Ciałem jest Jego Krew, Dusza i Bóstwo,
które od niego są nieodłączne.
"To czyńcie na moja pamiątkę" (Łk 22,19) to jest bierzcie chleb, mówcie tak jak Ja: "To jest Ciało moje", a w tejże chwili chleb będzie moim Ciałem w rękach wszystkich kapłanów bez wyjątku, bo moc moich słów jest niezależna od zasługi tego,
kto je wymawia. To będzie moje Ciało po wszystkie czasy, po wszystkich miejscach, rozmnożę się na miliony ołtarzy, na miliardy hostii i cząsteczek, a w każdej będę cały, żywy, obecny
z człowieczeństwem i Bóstwem.

Jakże można wypowiedzieć doskonałość tego miłosiernego daru i porównywać
z darami innymi? Wszystkie inne dary Boże, nawet wszystkie sakramenty są przemijające,
a Przenajświętszy Sakrament jest nieustannym darem, trwającym w każdej chwili dnia i nocy, aż do skończenia świata. Zawsze On z nami zostaje i gotów nas przyjąć na posłuchaniu, zawsze się modli za nas do Ojca Niebieskiego, zawsze rozważa doskonałości Jego, wychwala je, wielbi, uniża się w imieniu naszym dla oddania chwały Bogu, zawsze dziękuje za nas, błaga
o przebaczenie nam grzechów, wynagradza Mu za nie i zadość czyni - zawsze ofiarowuje się za nas jako Pośrednik przed Ojcem Niebieskim, by odwrócić ciosy sprawiedliwości i wyjednuje Miłosierdzie. Kiedy nasza półkula pogrążona jest we śnie, na drugiej półkuli kapłani trzymają
w rękach swoich ofiarę za grzechy świata.

Tym sposobem Ojciec Niebieski ustawicznie ma przed sobą Pośrednika jakby zawieszonego między niebem a ziemią, zasłaniającego świat grzeszny swymi ranami, jak to widziała
s. Faustyna w zachwyceniu. My o Nim zapominamy, a On pamięta o nas, my Go obrażamy,
a On się ofiarowuje za nas, my się często smucimy, a On pociesza nas, - my upadamy pod ciosami pokus, a On wciąż dźwiga nas, umacnia nas i woła:
"Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię" (Mt 11,28).
Stąd już wnosić możemy jaki to miłosierny dar ustawiczny, ten Przenajświętszy Sakrament
i jak złym byłoby nasze serce, gdyby to rozważając nie pobudzało się do coraz większej
miłości i wdzięczności Panu Jezusowi oraz do coraz lepszego przygotowania się i godniejszego przyjęcia tego daru w Komunii świętej. Jest to nieskończony skarb łask, z którego zawsze możemy czerpać.

(...) Miłosierne oddawanie się Chrystusa Pana w Przenajświętszym Sakramencie ludziom
jest wyrazem najwyższej mądrości, potęgi i hojności Bożej.
(...) Miłosierdzie Boże zlewające się na nas ustawicznie z Przenajświętszego Sakramentu wkłada na nas obowiązek najwyższej czci i miłości oraz częstego i godnego przystępowania
do Komunii świętej i nawiedzenia w kościele.
(...) Jak głęboka winna być cześć nasza wobec upokorzenia Pana Jezusa w Przenajświętszym Sakramencie, bo tu się najbardziej uniżył. W żłóbku miał przynajmniej postać dziecięcia,
na krzyżu zachował kształt człowieka, a tu niczego nie ma, co by okazywało człowieka,
a tym mniej Boga. Słabe postacie przedstawiają się oczom, ale kryją one blask tej samej wielkości, której promień olśnił Mojżesza na górze Synaj, a uczniów na górze Tabor.
Ta mała cząsteczka na patenie zawiera Boga nieskończonego, którego niebiosa ogarnąć nie mogą. Jakże to wielkie upokorzenie, wobec którego wiele dusz świątobliwych (między innymi
i s. Faustyna) widziało zastępy aniołów dla oddawania bezustannej czci utajonemu Królowi niebios.

(...) Obowiązkiem naszym wobec Przenajświętszego Sakramentu jest częsta i godna Komunia, która wywiera zbawienny wpływ zarówno na duszę jak i na ciało.
(...) Przez Komunię św. najściślej łączymy się z Panem Jezusem, [tak] że Bóg mieszka w nas,
a my w Nim, że przemieniamy się w Niego tak, że stajemy się niejako jednym ciałem i krwią
z Nim; że ten kto go godnie przyjmuje, jest jakby drugim Chrystusem; nie żeby Jezus Chrystus przemieniał się w nas, ale my przemieniamy się w Niego.

Przyjmując Go często i godnie czujemy, że nie godzi się, aby język, na którym spoczywało Ciało Jezusa, kalał się obmową albo słowami lekkomyślnymi; żeby ciało, które było żywym cyborium Przenajświętszego Sakramentu, skażone było najmniejszą nieskromnością;
żeby do serca które było przybytkiem Bóstwa, miało przystęp to co nie jest święte i czyste.
Stąd wynika, że Komunia św. powściąga namiętności, przytłumia ogień pożądliwości i w ten sposób powoli leczy naszą niemoc duchową. Niewiasta cierpiąca na krwotok była pewna,
że zostanie uzdrowiona, skoro się tylko dotknie brzegu szaty Zbawiciela. Cóż dopiero,
gdy się nie tylko szaty dotykamy, ale godnie przyjmujemy Ciało i Krew Pana Jezusa.

(...) Zaraz po [przyjęciu] Komunii św. nie mówmy nic, a w skupieniu słuchajmy, co Jezus Chrystus mówić będzie do nas w chwili tak drogiej i idźmy za pociągiem łaski. Następnie wzbudzajmy akty uwielbienia, podziwu i miłości. Uniżajmy się przed nieskończoną wielkością Zbawiciela, ofiarujmy uwielbienie aniołów i świętych na dopełnienie swoich niegodnych hołdów. Podziwiajmy Miłosierdzie Boga, zstępującego do nędznego stworzenia.
Pragnijmy tylko do Jezusa należeć, wyrzekając się wszystkiego, co jest na świecie.
Następnie wzbudzajmy akty dziękczynienia za to niewypowiedziane Miłosierdzie i prośmy,
by sam Zbawiciel podziękował od nas niegodnych Ojcu Niebieskiemu. Prośmy zatem z prostotą
i ufnością, przedstawiając Mu szczerze nasze nędze i braki rozmaite, potrzeby naszych bliźnich (...). Jest to chwila, w której można o wszystko prosić i wszystko otrzymać. Potem możemy ofiarować siebie samych, poświęcając Mu wszystko, co mamy i czym jesteśmy, aby nami kierował według woli swojej.(...)

(Sł. B. ks. M. Sopoćko, Listy z Czarnego Boru, AZSJM, mps, s. 19-28)


Rozważanie XVII
CZEMU JESZCZE BOJAŹLIWI JESTEŚMY?

Jeżeli Bóg jest względem nas tak miłosierny, że nie tylko chętnie przebacza winy, ale nawet wyszukuje grzeszników i otwiera z radością ramiona na powitanie powracających, jeżeli ma dla nas uczucie prawdziwego Ojca Miłosierdzia, my winniśmy mieć dla Niego uczucie dzieci, których główną cechą jest ufność i miłość. Patrzmy na dziecię, jak przy najmniejszym niebezpieczeństwie przypomina, że ma matkę i zaraz do niej ucieka. Jakże wówczas czuje się bezpiecznie, jak spokojnie na jej łonie zasypia!
Gdzie indziej trwożliwe i bojaźliwe, ale gdy jest przy matce czuje się silne i jakby z poza wału obronnego wyzywa swych nieprzyjaciół, zapominając o swej słabości i grożących niebezpieczeństwach. (...) Tak nam trzeba z ufnością zwracać się do Boga. (...) Bóg ustami proroka powiada:
"Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta która kocha syna swego łona? A nawet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie"(Iż 49,15).

(...) Jakże te słowa Pisma św. przeczą zapatrywaniu na Boga tych, którzy chcą widzieć w Nim tylko nieugiętego Pana z mieczem w ręku, co z nieubłaganą surowością domaga się tego, czego rzekomo nie dał, co zbiera to, czego nie posiał. Gdybyśmy mogli bezpośrednio teraz spojrzeć na biedną Dziecinę w stajence Betlejemskiej, co roni łzy za nas, - gdybyśmy Go podziwiali przy warsztacie u stóp Marii i Józefa, - gdybyśmy szli za Nim w Jego apostolskich pracach, jak oblany potem idzie od miasteczka do miasteczka, by głosić ewangelię ubogim, - gdybyśmy własnymi oczami patrzyli na tego litościwego Samarytanina, co się stał przyjacielem wszystkich strapionych, ostoją słabych, używającego swej wszechmocy tylko do leczenia chorych, uśmierzenia burz morskich, - gdybyśmy widzieli tego Dobrego Pasterza, z którego
ust płynął miód i mleko, którego natchnione słowa tak głęboko wnikały w serce słuchaczy, - mielibyśmy wówczas o Nim pojęcie prawdziwsze jako Ojca Miłosiernego, pełnego prostoty
w obcowaniu, otoczonego drobną dziatwą, której łaskawie błogosławi i pieści, - łaskawego
dla największych grzeszników, którym grzechy odpuszcza, - nie wahającego się nawiedzać celników.

(...) Wówczas Jego spojrzenie ożywiałoby naszą nadzieję, Jego słowa wnosiłyby w dusze nasze pokój i pociechę, a wyrzuty sumienia powoli zmieniłyby się w świętą żałość, żal za grzechy
- w łzy, łzy w radość, a radość w miłość. O ludzie małej wiary, czemuż jeszcze wątpicie?
Oto ten wielki Bóg, nieskończonego majestatu, zamiast przerażać, pragnie być naszym schronieniem. (...) Ten Bóg co nas umiłował aż do Golgoty i ołtarza, żywi dla nas te same litosne i miłosierne uczucia. I tam w niebie - jak świadczy Apostoł -
"wciąż żyje, aby się wstawiać za nami" (Hbr 7,25).

On zawsze tak samo dobry, tak samo miłosierny w blaskach swej chwały, jak w poniżeniach swego śmiertelnego życia na ziemi. A gdyby na łonie swej nieśmiertelnej chwały i potęgi mógł kiedyś o nas zapomnieć, - wtedy Jego rany niezabliźnione zaraz by Mu to przypomniały i wołałyby o miłosierdzie, o wiele głośniej, aniżeli grzechy nasze wołałyby o sprawiedliwość.
Ale po co wspominam o chwale i potędze Zbawiciela naszego w niebie? Spójrzmy na ołtarz: oto Baranek Boży jest tutaj czulszy, tkliwszy i o wiele przystępniejszy, aniżeli w swoim życiu ewangelicznym. (...) Zbliżmy się tu bez bojaźni, bo tu Jezus żąda tylko miłości. (...) Słuchajmy
w milczeniu, co mówi ten przybytek ołtarza, ten stół przenajświętszy, który nie wyklucza nikogo, do którego Ojciec rodziny zaprasza, abyśmy razem zasiedli. Czemuż w sercu żywimy jeszcze uczucie bojaźni i nieufności?
"Czemu bojaźliwi jesteście?"(Mt 8,26).

Zaprawdę w każdej świątyni katolickiej Jezus ogarnia nas i przepaja swym Miłosierdziem,
gdyż tu wszystko głosi przebaczenie, gdyż tu wszystko wlewa ufność w nasze serca.
Tu woda zbawienia zatapia nasze grzechy, odradza i uświęca. Tu święty balsam przy bierzmowaniu utwierdza nas siłą Ducha Jezusowego i leczy z wrodzonej naszej słabości.
Tu trybunały Miłosierdzia, w których nasz Sędzia staje się teraz naszym Obrońcą.
Nad głowami wznosi się sklepienie, zasłaniając przed niebem, by nas bronić przed gromami sprawiedliwości. Wszędzie widzimy ołtarze, na których kapłani składają niekrwawą ofiarę,
w której Krew Odkupiciela płynie strugami, zalewa nas, uświęca, odradza, uszlachetnia
i przebóstwia. I czemuż jeszcze bojaźliwi jesteśmy?

(Sł. B. ks. M.Sopoćko, Rozważania o Miłosierdziu Bożym.
Miłosierdzie Boże względem grzeszników, AZSJM, mps, s.11-13)


Rozważanie XVIII
POTRZEBA UFNOŚCI

Istnieje legenda, że wszystkie cnoty, na czele ze sprawiedliwością, postanowiły opuścić ziemię, splamioną tylu występkami, a odejść do ojczyzny swojej, skąd przyszły - do nieba. Zebrały się wszystkie razem i ruszyły do bram niebieskich. Bramy jednak były zamknięte i odźwierny nie chciał ich do przybytku szczerości wpuścić, zapytując, dlaczego tak szybko z ziemi wracają. "Nie można już dłużej na ziemi wytrzymać - odrzekły - każda cnota jest tam poniewierana
i prześladowana, a grzechy jak powódź świat zalewają".
"Wejdźcie - odrzekł odźwierny
- tylko ty, ufność, wracaj na ziemię, by biedny człowiek nie popadł w rozpacz wśród tylu pokus
i cierpień".

Na te słowa ufność wróciła, a z nią powróciły potem i wszystkie inne cnoty.
W tej starej legendzie zawiera się głęboka myśl, że kto ma ufność w Miłosierdzie Boże,
ten nie zginie, choćby wpadł w największe grzechy, albowiem z ufnością mogą wrócić
do niego i inne cnoty. Dlatego ufność przyrównują do gołębicy Noego, która, wypuszczona
z arki w czasie potopu, przyniosła mu gałązkę zieloną na znak, że wody opadły. Tak ufność zwiastuje, że Bóg jest miłosiernym Ojcem. Przyrównują ją również do latarni morskiej,
która wskazuje rozbitkowi, że brzeg jest blisko, i że może do niego przy wysiłku dopłynąć.
Tak ufność przyświeca ziemskiemu wędrowcowi w jego nieraz trudnej drodze życia,
a błogie jej światło pociesza go, ożywia i wskazuje drogę do celu.

(...) Ufność - jako spodziewanie się pomocy obiecanej - jest koniecznym warunkiem cnoty teologicznej nadziei, którą można przyrównać do kotwicy. Jak bowiem kotwica utrzymuje
okręt na morzu i chroni go w czasie burzy od rozbicia się o skały ukryte, tak nadzieja w żegludze życia ludzkiego - niby kotwica o dwóch zębach - podtrzymuje w nas pragnienie [aby] posiąść w całej pełni dobro najwyższe - Boga i Jego dary, i ufa, czyli się spodziewa obiecanej w tym celu i wysłużonej przez Jezusa Chrystusa pomocy, czyli łaski potrzebnej.

A jak konieczną jest ta łaska do zbawienia, tak konieczną rzeczą jest spodziewanie się jej,
albo ufność, że Najmiłosierniejszy Zbawiciel tej łaski nie poskąpi, a udzieli jej hojnie.
Przedmiotem nadziei jest sam Bóg, a przedmiotem ufności jest obietnica Boga, że udzieli nam potrzebnej pomocy. Najmiłosierniejszy Zbawiciel wielokrotnie obiecał nam swoją pomoc,
gdy np. powiedział:
"Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście,
a Ja was pokrzepię" (Mt 11,28).

(...) To jest niedwuznaczna obietnica, uczyniona przez Tego, który nigdy nikogo nie zawiódł. Bóg w raju obiecał prarodzicom Mesjasza i zesłał Go wreszcie jako Syna swojego a Pana naszego Jezusa Chrystusa. Ten zaś Jezus z jednej strony powiada, że "beze Mnie nic nie możecie uczynić"(J 15,5), czyli żąda uznania naszej słabości, niemocy i nieudolności w sprawie naszego zbawienia. Z drugiej zaś strony zapewnia: "Wszystko, o co prosicie w modlitwie,
stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie" (Mk 11,24)
, - wierzcie to znaczy ufajcie,
jak wynika z kontekstu. Do tej ufności nawołuje Apostoł:
"Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy doznali miłosierdzia i znaleźli łaskę pomocy w stosownej chwili" (Hbr 4,16).
Czyli, że ufność jest koniecznym warunkiem Miłosierdzia Bożego.

(...) Ufność przebija niebiosa i wraca stamtąd z błogosławieństwem, podczas gdy brak ufności powoduje oziębłość i przekształca się w zarozumiałość, a nawet ściąga karę. (...) Zdarzyć się może, że człowiek wśród burz tego życia straci wszystko, co stanowiło jego piękno i wartość: wiarę swą nadwyręży, porwie liny miłości, zbruka swe sumienie różnymi ciężkimi grzechami, ale jeżeli ma jeszcze kotwicę nadziei, której koniecznym warunkiem jest ufność, zaczepi się
o dno Miłosierdzia Bożego i uniknie zupełnej zguby.

(...) Ufność w Miłosierdzie Boże jest składową częścią żalu za grzechy, dlatego tylko ufający może się spodziewać odpuszczenia grzechów swoich w sakramencie pokuty. Toteż przygotowując się do spowiedzi (...) wzbudzajmy często akt ufności i patrząc na obraz Najmiłosierniejszego Zbawiciela, który Go nam przedstawia w momencie ustanowienia sakramentu pokuty, powtarzajmy często ten akt strzelisty, którego nauczył nas Zbawiciel:
"Jezu, ufam Tobie".

(Sł. B. ks. M. Sopoćko, Potrzeba ufności, WA 7/1952, s. 135-138)

 

 

DALEJ >> rozważania XIX - XXV

<< POWRÓT do części I

 

 

do góry

 

 

Prawa autorskie zastrzeżone © Zgromadzenie Sióstr Jezusa Miłosiernego

e-mail: s_dominika@op.pl