<< POWRÓT do części I

XXXII ROZWAŻANIA O MIŁOSIERDZIU BOŻYM
opracowane na podstawie publikacji ks. dr Michała Sopoćki
(wybór tekstów s. Teresa Szałkowska ZSJM)
część II


Rozważanie VII
O UCZYNKACH MIŁOSIERDZIA WZGLĘDEM CIAŁA

"Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych,
(...) nie utraci swojej nagrody". (Mt 10,42)

Różne są potrzeby bliźnich naszych, różne braki, które winniśmy w miarę możliwości usuwać pomagając im uczynkami miłosiernymi. (...) Do pierwszych niezbędnych potrzeb człowieka należy pożywienie, mieszkanie, ubranie oraz pomoc w chorobie i nieszczęściu.
Kto jest tych rzeczy z jakiegokolwiek powodu pozbawiony, narażony jest na utratę zdrowia,
a czasami i życia.

Dlatego katechizm wymienia siedem uczynków miłosiernych co do ciała bliźniego
i zobowiązuje chrześcijan do ich praktykowania, a mianowicie: łaknącego nakarmić, pragnącego napoić, nagiego przyodziać, podróżnego w dom przyjąć, chorych nawiedzać, więźniów wspierać i umarłych pogrzebać.
Obowiązek pełnienia tych uczynków wypływa z Pisma Świętego, które nakazuje przede wszystkim zaopatrywać bliźniego potrzebującego w pożywienie, ubranie i mieszkanie;
św. Paweł w liście do Koryntian tak mówi:
"Teraz więc niech wasz dostatek przyjdzie
z pomocą ich potrzebom, aby ich bogactwo było wam pomocą w waszych niedostatkach
i aby nastała równość" (2Kor 8,14).

Jeżeli chodzi o stosunek do chorych, to wzorem dla nas jest Pan Jezus, który ich szczególnie miłował, starał się być przy nich, chętnie ich dopuszczał do Siebie i miłość swą okazywał
im czynem. Są to bowiem nieszczęśliwi bracia nasi, nieraz pozostający bez należytej opieki, bez pomocy lekarzy, a przede wszystkim potrzebujący opieki duchowej, pociechy, ufności
w miłosierdzie Boże, jakiej sami wzbudzić w sobie nie potrafią, oraz przygotowania
i przysposobienia do przyjęcia ostatnich Sakramentów.

W prywatnej rozmowie serdecznej przy odwiedzaniu chorego można zdziałać bardzo wiele. Nie można zbytnio tej sprawy ułatwiać ani upraszczać pośpieszną wizytą i hałaśliwym gadaniem, milczącym załamywaniem rąk i poważnym grymasem na twarzy. Należy przez słowa współczucia i pociechy, przez przykład życia, wiary, cierpliwości i ducha apostolskiego pomóc choremu do zbawienia, pomóc również jego otoczeniu, a czasami i wesprzeć materialnie.

(...) Do chorych można przyrównać więźniów, którzy również potrzebują opieki i wsparcia. Pożyteczną byłoby rzeczą zorganizować, gdzie można, specjalne patronaty nad więźniami, którzy nieraz są niewinni, a nie mają możliwości obrony i udowodnienia swej niewinności.
(...) Dziś w dobie panowania nienawiści rozlega się hasło, wielkie wołanie o miłość człowieka
do człowieka. otóż tej miłości trzeba koniecznie przy świadczeniu uczynków miłosierdzia,
które z miłości muszą wypływać.

Prawdziwa miłość chrześcijańska będzie najlepszą nauczycielką i przewodniczką
w okazywaniu pomocy głodnym i spragnionym, odzianym w łachmany, podróżnym, a przede wszystkim chorym i więźniom.
"Pamiętajcie o uwięzionych, jakbyście byli sami uwięzieni,
i o tych, co cierpią, bo i sami żyjecie w ciele" (Hbr 13,3). "Zachęcam was zatem ja, więzień
w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, do jakiego zostaliście wezwani,
z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości" (Ef 4,1-2)

- wzywa Apostoł narodów.

(...) Trzeba szanować i kochać potrzebujących pomocy, bo oni są nie tylko dziećmi Bożymi
i członkami Mistycznego Ciała Chrystusowego, ale nadto naszymi dobrodziejami, albowiem przyczyniają nam zasług i modlą się za nami.
(...) Mamy pomagać, ile kto może, jak mówi Pismo Święte:
"Z tego, co masz, według twojej zasobności dawaj jałmużnę! Będziesz miał mało - daj mniej, ale nie wzbraniaj się dawać jałmużny nawet z małego!" (Tob 4,8). Należy przy tym pamiętać o czystej pobudce: z miłości
ku Bogu, który w postaci ubogiego prosi o jałmużnę; dla naśladowania również miłosierdzia Zbawiciela.

(...) Nie tylko trzeba dawać jałmużnę, ale należy odwiedzać ubogich wstydzących się żebrać; pieniądz bowiem nie ma ust, ani serca, nie przemówi, nie pocieszy, nie poradzi, a tymczasem biedny pragnie współczucia, ulgi i porady. (...) Do miłosierdzia trzeba zaprawiać młodzież,
jak to czynił św. Józef Cotolengo, kanonizowany w 1934r., który mając lat pięć mierzył kijem długość i szerokość pokoju, na pytanie, co robi, odpowiedział:
"Muszę wiedzieć, ile ten pokój pomieści łóżek dla chorych".

(Sł. B. ks. M. Sopoćko, Rozważania o Miłosierdziu Bożym i ludzkim.
w: Wielbijmy Boga w Jego Miłosierdziu. Modlitewnik, Stockbridge Mass 1960, s. 189-196)


Rozważanie VIII
O UCZYNKACH MIŁOSIERDZIA WZGLĘDEM DUSZY

"Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia,
i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski". (Mt 6,14)

Miłość bliźniego ujawniać się powinna w uczynkach miłosiernych nie tylko względem jego ciała, ale i przede wszystkim względem jego duszy. Katechizm wymienia siedem uczynków miłosiernych względem duszy bliźniego, nad którymi się teraz zastanowimy, a mianowicie: grzesznych upominać, nieumiejętnych pouczać, wątpiącym dobrze radzić, strapionych pocieszać, krzywdy cierpliwie znosić, urazy chętnie darowywać i modlić się za żywych
i umarłych.

Nędza wiedzie zwykle w orszaku swoim różne cierpienia, przykrości, gorycze, a często upadek ducha, zapomnienie o Bogu i poddanie się występkom. Doświadczenie stwierdza, że wielu ubogich szuka pociechy w kieliszku, nie chodzi do kościoła, całymi latami stroni od konfesjonału, a stąd dziczeje na duszy.
Są tacy, co pracy znieść nie mogą, a inni pracować by mogli, ale nie chcą i wolą włóczęgostwo i próżniactwo. Takich trzeba nakłaniać do pracy i w miarę możności im pracę wynajdywać; prawdziwie zaś ubogich należy nie tylko wspierać jałmużną, ale także podnosić na duchu, nakłaniać ku Bogu, przygotowywać do Sakramentów św. itp. U takich jałmużna dla ciała
ma być niejako paszportem dla jałmużny dla duszy.

Na świecie pełno jest cierpień, które są nie tylko owocem grzechu, ale też narzędziem Bożym do uświęcenia dusz. Każdy człowiek musi cierpieć, by odpokutować za grzechy, stać się podobnym do Zbawiciela na krzyżu. Ale są ludzie, którym się dostaje większa miara tych cierpień w udziale, bo tylko taka miara zdoła ich nawrócić, albo oczyścić i udoskonalić.
Nie jest rzeczą łatwą cierpieć dobrze: dla wielu boleść jest rzeczą straszną. Nie dziw tedy,
że niektórzy targają się wówczas na własne życie, inni się uskarżają na Boga, a nawet miotają bluźnierstwa, a wszyscy oglądają się za pociechą. Toteż miłość bliźniego nakłaniać winna nas, byśmy grzesznych upominali, nieumiejętnych nauczali, wątpiącym dobrze radzili i pocieszali strapionych.

"Nie odsuwaj się od płaczących i smuć się z zasmuconymi! Nie ociągaj się z odwiedzeniem chorego człowieka, albowiem za takie [czyny] będą cię miłować" (Syr 7,34-35), mówi natchniony Autor, a Apostoł usilnie prosi o to chrześcijan:
"Prosimy was, bracia, upominajcie niekarnych, pocieszajcie małodusznych, przygarniajcie słabych, a dla wszystkich bądźcie cierpliwi" (1 Tes 5,14). W tej praktyce, nieraz nader trudnej, trzeba się wzorować na miłosierdziu Bożym, jak mówi Apostoł: "(...) Bóg wszelkiej pociechy, Ten, który nas pociesza w każdym naszym ucisku, byśmy sami mogli pocieszać tych,
którzy są w jakimkolwiek ucisku, tą pociechą, której doznajemy od Boga" (2Kor 1,3-4).

Aby skutecznie pocieszać, trzeba mieć serce czułe i wpuszczać do niego chętnie cierpienia bliźnich. (...) Z uczynków miłosiernych co do duszy dla wielu najtrudniejsze jest krzywdy cierpliwie znosić i urazy darować.
(...) Aby siebie przezwyciężyć pod tym względem, trzeba rozważać miłosierdzie Boże względem nas i prosić Boga o pomoc oraz zastanowić się nad wzniosłością i pięknością
tej cnoty, która jest najwyższą ozdobą człowieczeństwa, najwyższym podniesieniem naszej ludzkiej godności. Natomiast żywienie urazy i chęć zemsty za poniżenia i krzywdy jest dowodem zwierzęcych popędów oraz świadectwem nikczemności i niskości charakteru. Darowanie uraz to nie małoduszność i brak honoru czy męstwa, lecz to dowód wielkoduszności i bogactwa cnoty ćwiczonej w nauce Chrystusa, jest to heroiczna cierpliwość i męstwo,
co za kamień odpłaca chlebem modląc się za prześladowców.

(...) Pewien człowiek mając trzech przyjaciół, został oskarżony przed sądem o przestępstwo,
za które groziła mu kara śmierci. Pierwszy przyjaciel od razu go zdradził i opuścił; drugi poszedł z nim aż do drzwi izby sądowej, ale bał się, aby go nie wmieszano do sprawy i cofnął się; trzeci zaś przyjaciel stanął przed sędzią, dzielnie bronił oskarżonego i uratował mu życie. My jesteśmy tym oskarżonym, a przyjaciółmi są dobra ziemskie, które w chwili śmierci natychmiast nas opuszczają, następnie nasi krewni i znajomi, którzy nas odprowadzą do grobu, ale się cofną - a tylko jeden przyjaciel stanie z nami na Sądzie Ostatecznym przed Bogiem
i będzie nas bronił: są to uczynki miłosierne.
"Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią" (Mt 5,7).

(Sł. B. ks. M. Sopoćko, Rozważania o Miłosierdziu Bożym i ludzkim,
w: Wielbijmy Boga w Jego Miłosierdziu. Modlitewnik, Stockbridge Mass 1960, s. 196-204)


Rozważanie IX
O WDZIĘCZNOŚCI ZA MIŁOSIERDZIE BOŻE

"Wyznawajcie Pana, bo dobry,
bo na wieki miłosierdzie Jego" (Ps 105,1; 106; 117;135- wg Biblii Wujka)

Tak się rozpoczynają cztery Psalmy, w których autor natchniony nawołuje ludzi
do wdzięczności ku Bogu za wielkie Miłosierdzie, okazywane dla nich przez wszystkie wieki.
To napomnienie do wdzięczności powtarza się w tysięcznych echach przez cały Stary Testament, już to w formie tkliwych porównań, już to w formie gorzkich wyrzutów,
już to w gorących okrzykach wdzięczności:
"Błogosław, duszo moja, Pana, i nie zapominaj
o wszystkich Jego dobrodziejstwach!"(Ps 103,2).

Chrystus Pan w Nowym Testamencie jeszcze bardziej żąda wdzięczności za doznane Miłosierdzie Boże, gdy na przykład po uzdrowieniu dziesięciu trędowatych, w gorzkich słowach uskarża się, że tylko jeden z nich powrócił, aby podziękować za cudowne dobrodziejstwo: "Czyż nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu?"(Łk 17,17).

(...) Obowiązek wdzięczności za doznane dobrodziejstwa wypływa z wrodzonego każdemu prawa naturalnego. Poczucie tego obowiązku jest tak żywe i silne, tak się zrosło z naszą duszą, że nawet narody barbarzyńskie(...) nie są z niego wyzute. Z tego poczucia wypływa wdzięczność synowska, podstawa stosunków rodzinnych; z tego poczucia rodzi się mimowolna miłość, jaką zwykliśmy okazywać naszym dobroczyńcom; z tego zresztą poczucia powstaje
owo słuszne oburzenie (...), jakim nas przejmuje widok niewdzięczności.

(...) Jeśli prawo wdzięczności jest wielkim i świętym w stosunku do ludzi, o ileż bardziej
jest większym i świętszym w stosunku do Boga, któremu zawdzięczamy nieprzebrane skarby miłosierdzia. Liczyć te skarby łask miłosiernych, to tak jak liczyć liście na drzewach, albo gwiazdy na niebie. Wśród nich bowiem żyjemy, nimi oddychamy, w nich zanurzeni jesteśmy, po nich - że tak powiem - depczemy - słowem, nie ma dnia w naszym życiu, nie ma nawet momentu, w którym Ojciec Niebieski nie dawałby nam setnych dowodów swego nieskończonego Miłosierdzia.

(...) Każdy z nas ustawicznie doznaje opieki Boga Miłosiernego, który z macierzyńską dobrocią
i troskliwością zaopatruje nas na wszystkie potrzeby życia. Gdyby Bóg nie błogosławił prac naszych, gdyby poskąpił kropli deszczu na rolę, gdyby nas wypuścił ze swojej troskliwej opieki, znikłyby wszystkie usiłowania, zachody, a z nimi i życie człowieka.
Nadto doznajemy wielkiego Miłosierdzia Bożego w rzeczach nadprzyrodzonych: oto Chrystus Pan ustawicznie oczyszcza dusze nasze z trądu grzechu i przyjmuje nas - synów marnotrawnych - w otwarte ramiona, jako Ojciec Miłosierdzia. Dlatego każda okruszyna chleba i kropla wody, jaką bierzemy do ust, a tym bardziej łaska wywołująca łzę żalu i odpuszczenie grzechów, wołają do nas, byśmy oddawali Bogu dług wdzięczności za doznawane Miłosierdzie.

(Sł. B. ks. M. Sopoćko, O wdzięczności za Miłosierdzie Boże, AZSJM, rps, s. 1-3)


Rozważanie X
O WDZIĘCZNOŚCI ZA MIŁOSIERDZIE BOŻE - cz. II

W jaki sposób mamy okazywać Bogu wdzięczność?
Przede wszystkim winniśmy pamiętać o Miłosierdziu Bożym i w myśli rozważać Jego niezliczone dobrodziejstwa. Pamięć bowiem o łaskach otrzymanych jest to pierwszy dług wdzięczności spłacany dla dobroczyńcy. Jakże więc niewdzięcznymi są ci ludzie, którzy zupełnie zapominają o dobrodziejstwach Miłosierdzia Bożego, albo wspominają o nich bardzo rzadko! Przez to wykazują, że albo tych dobrodziejstw zupełnie nie cenią, albo nie wierzą
w ich Sprawcę. Takimi są dzisiaj niezliczone rzesze ludzi, którzy tak są zajęci sprawami doczesnymi dnia codziennego, że albo zupełnie, albo rzadko tylko myślą o sprawach Boga
i miłosiernych Jego dobrodziejstwach. Postępują tak, jak gdyby rzeczy ziemskie, przejściowe więcej znaczyły, aniżeli te, jakich Bóg nam udzielił, dla nas zdziałał albo nam obiecał.

O słabe i ślepe dusze! Czyż jesteście tak zaciemnione próżnością i doczesnością tego świata,
że stawiacie je wyżej ponad sprawy wieczne, że przedkładacie je ponad dobrodziejstwa Miłosierdzia Bożego?
Ale każdy z nas nie tyle ma się troszczyć, co inni pod tym względem czynią, ile co my sami winniśmy czynić. Jak mało cenimy dobrodziejstwa Miłosierdzia Bożego, jak rzadko i tylko ubocznie o nich pamiętamy, jak jesteśmy wszystkim innym zajęci - studiami, zabawą, honorami, korzyściami, obowiązkami - tylko nie przypominamy o tym największym obowiązku dziękczynienia Stwórcy.

(...) To też opłakujmy swą niewdzięczność dotychczasową szczerym żalem za grzechy i miejmy zawsze pobożny zwyczaj wspominać sobie przy codziennym pacierzu główniejsze dobrodziejstwa Miłosierdzia Bożego, któreśmy wzięli i bierzemy od Boga: stworzenie, żywienie, opiekę - i choć w myśli składajmy Mu hołdy dziękczynne. Pamiętajmy tym bardziej
o nadnaturalnych łaskach Miłosierdzia Bożego, żeśmy się urodzili z chrześcijańskich rodziców, żeśmy zostali oświeceni światłem wiary na chrzcie świętym, że mamy możność tak często przystępować do sakramentu pokuty i sakramentu Ołtarza oraz korzystać z innych sakramentów świętych.

W tym rozważaniu zwróćmy uwagę na naszą niegodność, że jesteśmy wobec Boga nicością,
i że przez grzechy zasłużyliśmy raczej na kary, niż na łaski (...). Tymczasem Bóg zamiast kary obsypuje nas niezliczonymi łaskami, zamiast odrzucenia wiecznego obdarza nas swoją przyjaźnią.

Następnie zastanówmy się nad wielkością, nieskończonością, wszechpotęgą i świętością Stwórcy, którego władzy ulega wszystko, co istnieje, i wobec którego cały wszechświat jest niczym. I oto Ten tak wielki, tak potężny, tak święty i nieograniczony Pan, "którego niebo
i ziemia ogarnąć nie mogą" (por. 1Krl 8,27)
nie tylko się nami interesuje i zwraca na nas swoją uwagę, lecz darzy nas szczególniejszymi względami - nas tak nikłych i niegodnych,
jak gdybyśmy Jemu byli równi.

(...) A któż z nas potrafi wyliczyć owe łaski szczególne, które każdy z nas odbiera?
Wyobraźmy sobie troskliwość, z jaką matka czuwa nad niemowlęciem. Otóż tak samo Bóg Miłosierny czuwa nad nami i można do każdego z nas zastosować słowa Boga do Mojżesza:
"Jak orzeł, co gniazdo swoje ochrania, nad pisklętami swoimi krąży, rozwija swe skrzydła
i bierze je, na sobie samym je nosi" (Pwt 32,11).

O tak, to skrzydła Miłosiernego Boga nigdy nas nie opuszczają: On to wspiera w niedoli
i broni w złych przygodach; On to w pokusach umacnia, w niepewności oświeca, w upadkach podnosi; On to w smutku pociechą i w trudach ochłodą - słowem On we wszystkim dla nas Ojcem, Przyjacielem, Piastunem. Ale na próżno się kusić o skreślenie obrazu dobrodziejstw Miłosierdzia Bożego, które nam wyświadcza jako Stwórca, Odkupiciel i Uświęciciel:
niezliczone one jak liście na drzewach i możemy tylko z Apostołem powiedzieć,
że w nich
"żyjemy, poruszamy się i jesteśmy" (por. Dz 17,28).

Kto więc ma trochę poczucia słuszności, kto nie wyzuł się całkiem z wszelkich uczuć szlachetnych, czy może być nieczułym na tyle odbieranych dobrodziejstw Boga Miłosiernego
i o nich nie wspominać codziennie? Czy może zapominać o Tym, który co chwila zsyła nam swe miłosierne dary doczesne i wieczne, jak kiedyś mannę na pustyni ludowi wybranemu?
Toteż weźmy te uwagi głęboko do serca i pamiętajmy o świętej daninie wdzięczności
dla Boga Miłosiernego. Płaćmy tą daninę szczerze i wiernie przez rozważanie codzienne tych dobrodziejstw przy modlitwie porannej, przez dziękowanie za nie przy wieczornym pacierzu, płaćmy wreszcie w ciągu dnia przez dobre używanie tych darów, które zawsze z dłoni Boga Miłosiernego czerpiemy.

(Sł. B. ks. M. Sopoćko, O wdzięczności za Miłosierdzie Boże, AZSJM, rps, s. 5a-9)


Rozważanie XI
MIŁOŚĆ JAKO DAŃ WDZIĘCZNOŚCI ZA MIŁOSIERDZIE BOŻE

"Ja jestem Pan, Bóg twój (...)
Okazuję łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują" (Wj 20,2.6).

(...) Miłość Boga jest głównym obowiązkiem naszym względem Miłosiernego Stwórcy naszego, to główne prawo świata, to główne i najwyższe przeznaczenie człowieka. Jak słońce jest na to, aby nam przyświecało, jak ogień istnieje po to, aby grzał i palił, jak rośliny sadzimy, aby nam wydawały owoce - tak człowiek na to tylko istnieje, aby ukochał Stwórcę swego miłością ponad wszystko na świecie. Usuńmy miłość, a dzieło naszego stworzenia byłoby do gruntu zwichnięte. Co ojcu po dzieciach bez serca?

Co Bogu po stworzeniach rozumnych, które nie płaciłyby Mu słodkiej daniny miłości?
Obowiązek miłości Boga wypływa z prawa natury i z samego przeznaczenia człowieka.
Dlatego św. Paweł naucza, że bez miłości wszystko jest niczym: ani wiara, ani dobre uczynki, ani nawet męczeństwo zastąpić jej nie mogą:
"Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę,
i wiarę miał tak wielką, iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał - byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą moją majętność moją, a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał, nic mi nie pomoże" (1Kor 13,1-3).

Przede wszystkim miłość Boga jest spłaceniem długu wdzięczności za Miłosierdzie, jakiego doznajemy od naszego Stwórcy, Odkupiciela i Uświęciciela na każdym kroku. (...) On źródło wszelkiego bytu - wywiódł nas z ciemnej nicości; On wieczny płomień wszech-życia, rozniecił
w nas iskierkę życia, i gdyby nie Jego Miłosierdzie, które z morza swego istnienia chciało udzielić nam kropelkę, bylibyśmy na wieki pozostali nicością. A stworzył nas nie jakimś stworzeniem bezrozumnym, lecz na obraz i podobieństwo swoje, którym żadne stworzenie widzialne nie może się poszczycić. Ponadto w porządku stworzeń dał nam pierwszy szczebel po aniołach i oblókł nas we władzę królewską nad wszystkimi tworami ziemnymi: Powiedział do pierwszych rodziców
"abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym
i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi" (Rdz 1,28).
I wreszcie - co jest największym Miłosierdziem - stworzył nas dla szczęścia wiecznego.

(...) Ale Stwórca nie zadowolił się tym, że stworzył nas na swój obraz i podobieństwo,
lecz nadto chciał nas uczynić swoimi dziećmi czyli wprowadzić stworzenie do rodziny Stwórcy
i dzielić z nami na wieki rozkosze nieba, o których mówił Apostoł:
"Ani oko nie widziało,
ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć" (1Kor 2,9).
O jakież rzewne Ojcostwo, jaki cud niepojętego Miłosierdzia: Bóg-Stwórca staje się Ojcem naszym,
oddaje nam swoje dziedzictwo, dzieli się z nami swym szczęściem, czyni nas uczestnikami swojego Boskiego życia!
Nie dosyć tego! Gdy człowiek wzgardził nieskończonym Miłosierdziem Bożym i przez grzech pozbawił się synostwa Bożego i prawa do szczęścia wiecznego na łonie Stwórcy, Bóg
nie odrzucił nas na wieki, lecz dał nam swego Jednorodzonego Syna, który w jedności
z Ojcem i Duchem Świętym zlitował się nad nami i krwią własną wykupił nas z niewoli śmierci wiecznej i grzechu, przywracając utracone synostwo Boże i prawo do szczęśliwości wiecznej
w niebie. Z Miłosierdzia swego ukochał nas Syn Boży miłością wieczną:
"Ukochałem cię odwieczną miłością" (Jr 31,3); ukochał miłością najtkliwszą, wobec której miłość wszystkich matek jest niczym, - miłością najhojniejszą, bo posuniętą aż do ofiary z siebie, - miłością
tak wielką, jak Bóg sam, czyli miłością nieskończoną.

Dowodzą tego trzy wieczne pomniki miłości: żłóbek, krzyż i Najświętszy Sakrament.
To są ołtarze Nowego Testamentu, na których spełniło się i spełnia po dziś dzień dzieło Odkupienia. Z jaką to siłą, z jaką ognistą wymową wołają one o miłość. Są one laską cudotwórczą Mojżesza, co nas wywiodła z piekła, - są one Arką Noego, w znaczeniu duchowym, która nas wybawiła z powodzi potępienia wiecznego, - są one pomostem
rzuconym między niebem a ziemią, po którym synowie Ewy, wygnańcy z niebieskiej Ojczyzny, znowu do niej wstępują. Pomniki te wzniosło Miłosierdzie Boże. Bylibyśmy bowiem na wieki zgubieni, ale Ojciec Niebieski
"tak (...) umiłował świat, że Syna swego Jedno-rodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne" (J 3,16). (...) Zbierzmy wszystkie rozumy anielskie i ludzkie, a nie zdołamy pojąć tego bezmiaru Miłosierdzia Bożego.

Zarówno w dziele stworzenia, jak i w dziełach odkupienia i uświęcenia Bóg nie szukał własnych korzyści - bo ich nie potrzebował - ale miał głównie na względzie nasz pożytek.
Jego Miłosierdzie pragnęło nas uszczęśliwić w swojej miłości i dlatego kochając Boga postępujemy w świętości i doskonałości. Jak bowiem kwiat wyrasta z korzenia, jak strumień płynie ze źródła, tak nasza świętość i szczęście bierze swój początek tylko z miłości Bożej, miłości prawdziwej i czynnej, i w niej się tylko rozwija. Świętość bowiem to unikanie złego
w najszerszym tego słowa znaczeniu, a czyż jest broń silniejsza na nie, niż gorąca miłość Boga. Taka dusza nigdy nie skala się występkiem.

(...) Świętość - to ćwiczenie się w cnotach czyli naśladowanie wzorów Chrystusa w zaparciu się siebie, w pokorze, cichości, przebaczeniu uraz, słodyczy, umartwieniu itp., jak powiedział Zbawiciel: "Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem"
(J 13,15).
Otóż tylko miłość Boża zdolna jest nas po tej drodze prowadzić. Serce tym ogniem zagrzane nie patrzy na trudności, nie liczy się z ofiarami, jakich wymaga cnota i wszystko chętnie uczyni, byle dać dowód miłości. "Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia"
(Flp 4,13).

(Sł. B. ks. M. Sopoćko, O wdzięczności za Miłosierdzie Boże, AZSJM, rps, s. 9a-13a)


Rozważanie XII
MIŁOŚĆ JAKO DAŃ WDZIĘCZNOŚCI ZA MIŁOSIERDZIE BOŻE - cz. II

Jak wywołać miłość ku Bogu? Przede wszystkim pamiętać trzeba, że miłość ku Bogu siedzibę ma nie w sercu, lecz w woli i objawia się w trwałym postanowieniu, aby wolę Bożą zawsze
i wiernie spełniać (...). Wprawdzie i uczuciowa miłość jest cennym darem Bożym,
bo daje zapał i polot, osładza trudy, łagodzi cierpienia, ułatwia wykonanie prac i ofiar,
ale te uczucia i wzruszenia nie są istotą miłości i nie dowodzą jej istnienia. Często nie są
darem Bożym, ale owocem czułej i do wzruszenia skłonnej natury.
Są osoby, co się do łez rozrzewniają przy czytaniu żywotów świętych lub słuchaniu kazań,
ale miłości Bożej nie posiadają, gdyż woli Bożej nie pełnią. Niejedna znowu osoba posiada miłość w wysokim stopniu, chociaż jej się zdaje, że albo Boga nie kocha, albo mało kocha,
bo wola jej jest z Bogiem złączona, ale to złączenie pozostaje przed nią ukryte. Tak dzieje się w duszach nawiedzanych oschłością, lub które są z natury niezdolne do głębszych uczuć.

Jakkolwiek miłość Bożą zaszczepia w nas Duch Święty razem z łaską uświęcającą, to jednak mamy współpracować z tą łaską, miłość Bożą rozwijać i coraz bardziej ją rozszerzać przez wierne pełnienie swoich obowiązków, które z woli Bożej na nas zostały włożone. Mamy również przedstawiać sobie Boga nie tyle jako Pana i Sędziego, ale jako Ojca Miłosiernego, który każdym z nas opiekuje się i zsyła niezliczone łaski Miłosierdzia.

(...) O gdyby ludzie zawsze uważali Boga za Ojca, a siebie za Jego dzieci, jakżeby wielce
Go uwielbili i uszczęśliwili siebie! Gdyby często myśleli o dobroci i nieskończonym Miłosierdziu Bożym, wówczas całe ich życie byłoby jednym hymnem miłości, a wszystkie ich pragnienia, słowa i czyny miałyby jedynie za cel przypodobanie się Bogu. Wtedy ufność dziecięca zamieszkałaby w ich sercu, a z ufnością pokój, z pokojem wesele i radość. Nic bowiem
tak nie rozbudza w nas miłości i ufności, jak rozważanie nieskończonego Miłosierdzia Bożego, jakie Bóg wciąż nam okazuje i z jakim pragnie naszego dobra, i dla którego nazywamy
Go Ojcem.

(...) Gdybyśmy częściej myśleli o Miłosierdziu Bożym (...) na pewno modlitwy nasze byłyby żarliwsze, prace milsze, krzyże lżejsze, boleść straciłaby swoją gorycz, a życie nie byłoby
tak ciężkie, jak jest obecnie dla wielu ludzi. Lecz niestety, zbyt często zapominamy, że Bóg jest Ojcem Miłosierdzia, a my Jego dziećmi i dlatego skazujemy sami siebie na smutne sieroctwo.

Skoro więc dziećmi jesteśmy Boga Miłosiernego, mamy z upodobaniem często myśleć o swoim Ojcu i cieszyć się z Jego doskonałości, z Jego nieskończonej piękności, dobroci i Miłosierdzia: odczujemy wówczas niewypowiedzianą radość i szczęście przeobfite.(...) Winniśmy pragnąć Jego towarzystwa, winniśmy tęsknić za Nim (...), winniśmy się poczuwać do wdzięczności,
mile wspominać o Jego dobrodziejstwach, gdyż dziękczynienie za doznane łaski jest najskuteczniejszą prośbą o nowe; winniśmy chwalić Boga głośno i opowiadać innym o Jego dobroci, jak to czynił Król-Prorok:
"Wszyscy, którzy się Boga boicie, chodźcie i słuchajcie,
chcę opowiedzieć, co uczynił On mojej duszy!" (Ps 66,16).

Jako dzieci Króla Miłosierdzia, szanujmy Go i bądźmy gotowi wszystko utracić i wszystko wycierpieć, aniżeli Boga obrazić; pragnijmy zjednać dla Niego uwielbienie i miłość wszystkich ludzi, pamiętając, że głównym naszym celem jest pomnożenie chwały Boga; pełnijmy Jego świętą wolę we wszystkim, jak powiedział Zbawiciel: "Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania" (J 14,15).
Jako kochające dzieci, okazujmy swoją miłość ku Bogu ofiarą, pracą, pokutą, posłuszeństwem
i poświęceniem dla bliźnich. (...) Wreszcie jako dzieci Ojca, miłujmy nie tylko Jego samego,
ale wszystko, co od Boga pochodzi lub się do Niego odnosi, a więc Kościół św., naukę podawaną przez tę Oblubienicę Chrystusa, miłujmy Ojca św., który Kościołem rządzi,
biskupa swojego, świątynie Pańskie, obrazy św., święćmy należycie dni świąteczne
i uroczystości, a w ten sposób okażemy wdzięczność za Miłosierdzie Boże, doznawane ustawicznie na sobie.

(Sł. B. ks. M. Sopoćko, O wdzięczności za Miłosierdzie Boże, AZSJM, rps, s. 15-17a)

 

 

DALEJ >> rozważania XIII - XVIII

<< POWRÓT do części I

 

do góry

 

 

Prawa autorskie zastrzeżone © Zgromadzenie Sióstr Jezusa Miłosiernego

e-mail: s_dominika@op.pl