REKOLEKCJE
Z KS. MICHAŁEM SOPOĆKO

Opracowane na podstawie publikacji ks. dr Michała Sopoćki
(wybór tekstów s. Dominika Steć, Zgromadzenie Sióstr Jezusa Miosiernego)
część I

1. O ŁASKACH REKOLEKCJI
2. SŁUŻBA BOŻA
3. STAN ZAKONNY
4. MODLITWA (JEJ POTRZEBA I CECHY)
5. MODLITWA JAKO DAR DUCHA ŚWIĘTEGO
6. MODLITWA JAKO DAR SERCA
7. MODLITWA JAKO DAR WOLI
8. CZY BÓG MNIE KOCHA?
9. CZY JA KOCHAM BOGA?
10. MIŁOŚĆ PRZEBACZENIA (MIŁOSIERDZIA)
11. EUCHARYSTIA - UŚWIĘCENIE ZAKONNICY
12. JEZUS W EUCHARYSTII WZOREM TRZECH ŚLUBÓW
13. REGUŁA JAKO ŚWIĘTOŚĆ ZAKONNICY
14. ŚLUBY ZAKONNE
15. ŻYCIE UKRYTE - PRACA
16. O POKOJU DUSZY I ROZPOZNAWANIU DUCHÓW
17. O MIŁOŚCI SIOSTRZANEJ
18. WYBÓR APOSTOŁÓW
19. PRACA APOSTOLSKA
20. O KRÓLESTWIE CHRYSTUSOWYM
21. POD SZTANDAREM CHRYSTUSA
22. ZNACZENIE REKOLEKCJI
23. CICHOŚĆ
24. ZA CHRYSTUSEM

O ŁASKACH REKOLEKCJI

O łaskach z rekolekcji wypływających dla dusz zakonnych.
„Bądźcie doskonałymi, jako i Ojciec wasz Niebieski doskonałym jest” (Mt 5,48).
Oto w kilku słowach cała treść Ewangelii - cel przyjścia na świat Jezusa Chrystusa - koniec życia ludzkiego - cel, do którego zawsze winniśmy dążyć. Wszystko na tym świecie ma swój koniec. Tylko doskonałość nie ma końca, gdyż jest cząstką świętości Boga, który jest nieskończenie święty. Wielka jest trudność dojścia do świętości tym, którzy są pozostawieni sami sobie, zagrzebani w pracy i wypełnianiu obowiązków stanu: prawie zawsze zbaczają z drogi przeznaczenia. Natomiast szczęśliwi są ci, których Bóg ze swego miłosierdzia powołuje do życia zakonnego, odrywając od świata, wskazując drogę pewną, dając środki doświadczone i skuteczne, używając wszelkich źródeł najczynniejszej miłości, aby ułatwić im udoskonalenie się i uświęcenie.


W życiu zakonnym mamy czas czuwania nad duszą: nie lękamy się przerwać żadnego zajęcia - opuszczenia najlepszej pracy, byle tylko mieć czas wejścia w siebie, zastanowienia się nad sobą i swoim zbawieniem. Jest to łaska rekolekcji - odrodzenia, by sumienie oczyścić z rdzy duchowej, której na imię rutyna, a która osiada na duszy jak mięczaki na bokach okrętu, obciążając ją i opóźniając postęp i jej polot ku Bogu. Rekolekcje dają trzy główne sposoby odnowienia wewnętrznego:


I. OCZYSZCZAJĄ duszę z grzechu i przyzwyczajenia ku niemu. Postępujesz gościńcem, którym wiatr unosi brudzący kurz, osiadający na nas nawet bez naszej wiedzy. Wprawdzie rachunek sumienia codziennie go usuwa, ale w duszy kryją się grzechy zastarzałe, powszednie mimo codziennego rachunku sumienia. Zapominamy o nich nawet przy spowiedzi, nie usuwamy ich przez sakramentalia, wskutek tego przechodzą one w zwyczaj, nie rażąc nas i stając się jak gdyby naszą cząstką. Im więcej życie nasze jest zewnętrznie regularne, tym więcej wystawieni jesteśmy na trwanie w grzechach powszednich, które przeszły w nasz nałóg. Badajmy tedy w czasie tych ćwiczeń siebie, a znajdziemy w sobie pewne nawyki, niedbalstwa, schlebiania miłości własnej, wybryków szorstkiego charakteru, niepowściągliwości języka, które tak są w nas zakorzenione, że ustawicznie w nie wpadamy z wszelką łatwością przy każdej sposobności. Stały się one potrzebą życia. Nie znając źródła, nie sposób się ich pozbyć.


Otóż rekolekcje przynoszą żywe światło, odkrywają głąb serca, wskazują przyczyny zastoju, pozwalają wyciąć zło z korzenia i pozbyć się jego pod wpływem światła Bożego.
Dla nieba potrzebna czystość, która starczy za wszystko. Trzeba tedy zagłębiać się, badać siebie, jak uczony bada wymoczki przez lupę w wodzie. Badanie powinno być poważne, szczere i surowe w prostocie, miłości i dziecięcej pobożności.


Jak w godzinę śmierci nie myślimy o naszych zasługach i cnotach, ale pytamy siebie,
czy jesteśmy czystymi, tak w czasie tych rekolekcji trzeba spojrzeć na swoją szatę godową - na miłość Bożą, czego ona jeszcze żąda ode mnie, co ona może wyrzuca, jakie wady i nałogi, czy daleko jeszcze stoję wobec mego Pana i Stwórcy, do którego mam iść krokiem szybkim i stałym.


II. ODNOWIENIE się w duchu gorliwości - oto druga łaska rekolekcji. Jak ogień żarzący się najpiękniejszym blaskiem bez podsycania sam się trawi i gaśnie, jak żołnierz nuży się nawet zwyciężając, tak trawi się i nuży dusza sama w drodze do doskonałości. Trzeba dać jej czas na spoczynek, aby zaczerpnąć nowych sił. (Szczególnie potrzeba spoczynku w życiu czynnym, gdzie dusza więcej się wyczerpuje spełniając uczynki miłosierdzia. Jeżeli z ich powodu zaniedba się w ćwiczeniach, np. przez tydzień, łatwo podlega oziębłości, a często nawet i upada). Jesteśmy bowiem tylko zbiornikami i nie bardzo nawet głębokimi.
Nie mamy w sobie źródła i jeżeli chcemy udzielać się innym, trzeba czerpać gdzie indziej, inaczej możemy wkrótce wyschnąć. (Szczególnie kto wiele daje innym, winien wprzód sam posiadać, gdyż z próżnego nic się nie naleje, - winien sam wprzód stać się świętym, uczcić Boga w sobie, a potem uświęcać innych i uwielbiać Go w drugich). Sam Zbawiciel wprzód długo się modlił, zanim poszedł spełniać swe posłannictwo.


Apostołowie również nim się rozeszli po świecie długo trwali na modlitwie. Uważajmy tedy pilnie, by zamiast używać tylko procentu od kapitału, nie naruszać jego samego, gdyż inaczej staniemy się ruiną duchowną. Czy panujemy tedy nad swą pracą, czy mamy umysł wzniesiony ponad sprawy doczesnych zatrudnień, czy dajemy się od nich oderwać miłością Boga, czy to życie nasze płynie pod okiem i panowaniem łaski Jezusa Chrystusa? Im większe spełniamy czyny, tym więcej mamy skupiać się w sobie, badać swe serce i zgłębiać jego uczucia.
Nie mówię, by się z upodobaniem wpatrywać w swe cnoty i wyliczać swoje zasługi, ale obawa przed tym upodobaniem nie powinna przeszkadzać w badaniu siebie i zdawaniu ścisłego rachunku ze stanu swej duszy, czy jej władze panują nad namiętnościami, czy zwyciężają trudności do posiadania Boga. Jeżeli tak i jesteś już Serafinem, leć do Pana, ale przeważnie, jakże jesteśmy od tego dalecy.


III. Wreszcie REKOLEKCJE GOTUJĄ ŁASKĘ większą nad wszystkie inne - PRZEBYWANIA
Z BOGIEM - wspólnie jakby w rodzinie, w gronie sióstr zgromadzonych razem wokoło Ojca swego. Zakonnica czyniąca profesję spełnia akt wyniszczenia się z miłości ku Bogu.
Jej zwykłe widoki na przyszłość, to ofiara, walka i śmierć na szczycie Kalwarii. Wszystko
tu jest ciemne i zasmucające, bo rodzi zawsze nowe usiłowania, nowe trudy. Otóż rekolekcje dają nam czas i łaskę przebywania razem z Bogiem. Wszystkie się tu zewsząd zbieracie, a rekolekcje dadzą wam uczuć słodycz miłości siostrzanej, która zadzierzgnie nowe więzy ściślejsze i serdeczniejsze.
Oprócz tedy łask osobistych, tu zakonnica otrzymuje łaski wspólne: jako wybrana oblubienica Chrystusa otrzymuje od Niego pomoce, aby się uświęcić osobiście, a jako członek zgromadzenia, które Bóg w swych zamiarach utworzył, otrzymuje łaski nowe, które spływają na nią, jak i na wszystkie za pośrednictwem przełożonej. Łaski ulegają porządkowi hierarchicznemu, naznaczonemu od Boga: spływają od pierwszorzędnej głowy Jezusa Chrystusa i Papieża na głowy drugorzędne - biskupów i przełożonych, którzy je rozlewają w członki swych wiernych. (Tak Duch Święty zstąpił naprzód na Maryję - najobfitsze źródło łaski po Jezusie, aby potem napełniać Apostołów). Tak i teraz łaski zstępują przez papieża na przełożonych, aby stamtąd spływać na wszystkie członki ciała. Jest tedy jedność ducha oparta na jedności łaski.


Rekolekcje łączą w doskonały związek, aby otrzymać i utrzymać ducha powołania, łaski zakonne tego zgromadzenia, które was połączą i zbliżą razem do Przełożonej i złączą was
z nią bezpośrednio. Nie wystarczy tylko widzieć w przełożonej zastępczynię Jezusa Chrystusa i słuchać jej z tej pobudki, ale nadto trzeba wierzyć w specjalną łaskę jej daną, to jest w tę władzę udzielania łask całemu ciału, które winno dać jej w zamian jedność ducha, stanowiącą jej siłę i świętość w zgromadzeniu. W tym to zjednoczeniu - dziatki, około macierzystego stołu Bóg udziela się każdej z was z dobrocią i słodyczą, z miłością i tkliwością, a te rekolekcje staną się świadkami tej miłości. Wyjdziemy z nich umocnione i gotowe do powrotu z zapałem do codziennych swych obowiązków, jeżeli zasmakujemy w Bogu, a On nas będzie pieścił jak matka swe dzieci w tkliwości.


Niestety, często lękamy się dobroci Bożej, lękamy się zasmakować w Miłosierdziu Bożym, zanurzyć się w Nim i zatopić. Chętnie pragniemy widzieć świętość, prawdę, nawet Miłosierdzie Boże z daleka, by mieć czas wymknięcia się Jemu i nie pozwolenia Mu schwycić nas, gdyż lękamy się wyrzeczenia się siebie, by jeszcze należeć trochę do świata i zadawalać się naszą miłością własną. Ale Bóg w dobroci i w niewysłowionej łaskawości przyciska nas do serca i daje nam skosztować swej miłości w doskonałym zjednoczeniu. Jeżeli raz on podbije nas swą dobrocią i pozwoli nam wylać się i wynurzyć we łzach miłości i wdzięczności, to już więcej nie należymy do siebie, bo schwytani w sidła Jego miłości nie możemy się z nich wydostać i dlatego bezwarunkowo poddajemy się Jego woli.


Miłość daje nam skrzydła, rozpala wolę, zdobywa wzajemność. Dlatego pozwólmy upoić się Jego tkliwością, dajmy się porwać Jego miłością. Oddajmy się pod opiekę Maryi, Ona jest Matką dusz wewnętrznych, Ona rozsądza tajemnymi skarbami dobroci Jezusowej. Niechże da ci zakosztować ich w obfitości, niech ci da światło poznania siebie samej, światło czyste, zdrowe i żywe, które by zdołało rozniecić ogień w sercu i rozpalić płomień dobrej woli.

 

SŁUŻBA BOŻA

Winniśmy służyć Bogu, bo jesteśmy stworzeniem i własnością Jego. Chociaż Bóg daje nam wolność, nie wyrzeka się przez to praw, jakie ma do nas: my do niego należymy, jesteśmy własnością Jego, a jeżeli próbujemy oderwać się od Niego przez nieposłuszeństwo, które jest prawdziwą kradzieżą dobra Bożego, zaprzeczeniem praw i wojną. Bóg musi wtedy utwierdzić swe prawa własności przez kary. Gdyby pozostawił bunt nieukaranym, przestałby być Bogiem. Nic Bóg nie czyni bez celu, jeżeli tedy dał nam rozum, wolę i serce, chciał przez to uczynić nas zdolnymi do poznania Go, służenia Mu i kochania Go.


Jakiż to wielki zaszczyt dla nas, jaka niezmierna łaska - świadectwo nieskończonej Jego łaskawości, że Bóg raczył uczynić nas zdolnymi kochania i przyjąć miłość naszą. Miłość wypływa z wysoka, jak wody z gór i ze źródeł, i zobowiązuje obie strony do wzajemności
i równości. Ale Bóg nie może być nam równy. Jego miłość jest zawsze uprzedzająca. On tego chce i pragnie, byśmy Go kochali, a wtedy wzajemnością się nam odpłaca. Nie zawaha się iść drogą miłosierdzia przez wcielenie, aby się Słowo stało bratem naszym, równym nam we wszystkim oprócz grzechu. Zniżając się podnosi nas do siebie, także kocha nas w Jezusie i możemy Go kochać nieskończenie.
Nie możemy kochać nie znając Go, a ta znajomość rodzi konieczność służenia Mu, bo nam pokazuje Go jako Pana i Mistrza: stawia nas w rzędziestworzeń, które Mu są winne wszystko, co posiadają i wszystko, czym są. Konieczność tedy służenia Mu wypływa z poznania Goi kochania, jako skutek z przyczyny. Ale jak służyć mu tak, jak na to zasługuje, jakie uczucia ożywiać nas winny, aby Mu służyć dobrze?


Powinność służenia Bogu wypływa z prawa sprawiedliwości, które winno stać ponad wszystkimi osobistymi pragnieniami naszymi. Najpierw prawo Boże - Dekalog, potem prawo kościelne, następnie społeczne, narodowe - oto świadectwo wyraźnej woli Bożej, które winno stać ponad wszystkimi zobowiązaniami nadobowiązkowymi, któreśmy sami naznaczyli. Niestety, często pod pozorem, że zrobimy coś więcej, niż prawo od nas wymaga, wysilamy się ponad to, co było przepisane, a w rzeczy samej opuszczamy obowiązek i gwałcimy prawo, grzeszymy przeciw prawu sprawiedliwości.
Pierwszą tedy podstawą - skałą życia zakonnego będzie przestrzeganie prawa sprawiedliwości, bo życie zakonne zachęcając do pełnienia rad ewangelicznych nie uwalnia od prawa powszechnego. Mnożą się powinności razem z łaską, która pobudza do zachowania rad, ale i praw zaniedbywać nie wolno.


Bóg w miłosierdziu swym obiecał nagrodę za pełnienie sprawiedliwości, która nakazuje,
byśmy Jemu dla Niego służyli bez zapłaty. Dając nam uczucie miłości, pomnaża w nas dowody swego miłosierdzia, pozwalając nam zbierać zasługi i wieńcząc je przez sprawy, które łaska sprawia. Umiłowani tedy i uprzedzeni uczyńmy dla Boga to, co byśmy chyba uczynili dla ludzi, nie przekładajmy szatana ponad służbę Bożą - próżności ponad dobro najwyższe.


Nasza własna sprawa i interes wymaga służby Bożej, w której wszystko możemy zyskać.
Mógł Bóg żądać od nas służby bezwzględnej bez żadnej nagrody, a tymczasem w dobroci swej chce, by służba u Niego była korzystną dla nas i byśmy służąc Mu więcej pracowali dla siebie, niż dla Niego. Razem z rozkazami daje nam nadprzyrodzoną pomoc, podnosi nas i wspomaga wrodzoną naszą nieudolność, czyni nas szczęśliwymi i na tym świecie i na tamtym: tutaj spokój zapewnia i szczęście, a potem szczęście wieczne bez końca. Służba więcej nam przynosi korzyści, niż Bogu, a mimo to nawet dla własnego interesu służyć Mu nie chcemy. Pragniemy koniecznie używać wolności, a pogardzamy obietnicami nagrody. Ubiegamy się, aby otrzymać urząd, godność, wysokie znaczenie, a nie chcemy kroku zrobić dla Królestwa Bożego. Cóż za zaślepienie niewdzięczności!


Trzeba służyć Bogu z miłością nie dla interesu. On jest Ojcem naszym służmy Mu tedy z poświęceniem jak dzieci, bez wyrachowania i oczekiwania, lecz z potrzeby serca, oddając miłość za miłość. Czyż dzieci żądają zapłaty za oddawane usługi rodzicom: pragną tylko kochać i poświęcać się z wdzięczności.
Spotkałem na wojnie żołnierza, który za pieniądze potrzebne na utrzymanie rodziców sprzedał siebie, czyli zgodził się zastąpić na wojnie pewnego bogatego pana, uważając, że tylko spełnia powinność. A czyż my nie uczynimy tego dla Boga? I czyż ten Ojciec nie ma nas pobudzić do wspaniałomyślnej i bezinteresownej miłości? Może powie kto, że opuścił wszystko dla Boga, ale czyś rzeczywiście wszystkiego się wyrzekła? Służmy Bogu, bo to rzecz sprawiedliwa; mamy wiele do zadośćuczynienienia; im więcej było obrazy, tym ściślej trzeba teraz zachowywać prawa Jego. Służmy Mu we własnym interesie, przynajmniej tak, jak przedtem sobie. Służmy z miłości jako Ojcu, Przyjacielowi, Zbawcy, abyśmy choć w części wywdzięczyli się Mu za miłość nieskończoną, jaką nam okazał i jaką obsypuje nas codziennie.

 

STAN ZAKONNY

Stan zakonny jest stanem doskonałości w Kościele jako kapłaństwo. Kapłaństwo wyobraża doskonałość nabytą, a stan zakonny dąży ku niej wyłącznie środkami próbowanymi. Życie zakonne jest łaską zapewniającą nam bezpieczeństwo i miłosierdzie. Jest to łaska największa z miłosierdzia. Pan Jezus widzi duszę biedną i słabą, otoczoną nieprzyjaciółmi, przed którymi nie potrafi się bronić i niezawodnie upadnie. Powołując ją do życia zakonnego zamyka ją w warowni, gdzie uniknie wielkich walk na otwartym polu; tam otacza ją łaską i światłem, doświadczeniem i zbawiennymi środkami. Życie tedy zakonne jest przywilejem Bożym dla dusz. Jeżeli kiedy piłaś truciznę świata, jeżeli dałaś się oplątać w sidła próżności i grzechu, jeżeli słowem doświadczyłaś swej słabości i zważyłaś do czego zdolną jesteś, uznasz jak wielką jest łaska, która cię powołała do zakonu. Za mało myślimy o tej łasce, a trzeba się jej chwycić jak deski zbawienia, której nigdy nie potrafimy należycie ocenić.


Niekiedy sądzimy, że zostając zakonnicą spełniliśmy czyn heroiczny i mamy już przez
to samo wielką zasługę. Tymczasem otrzymujemy sto razy więcej, niż daliśmy. Otrzymujemy tedy wszystkie korzyści, które zawdzięczamy jedynie Miłosierdziu Bożemu. Inni walczą, a ty wygrywasz, inni tobie służą, a ty odpoczywasz. Zgromadzenie, którego jesteś członkiem, jego przełożona i inne członki, jego łaski, jego cnoty, jego świętość, doświadczenie i wola Boża w nim spełniona - wszystko tobie jest oddane i używasz tego, jakby twojej własności.
Biada duszy, któraby sądziła, że jej Zgromadzenie winno wiele, iż do niego wstąpiła, i która by siebie miała za cel prac, które spełnia. To, co dajemy niczym jest w porównaniu z tym, co otrzymujemy. Winniśmy kochać Zgromadzanie nasze, z wdzięcznością i bezustannie dziękować Bogu za Miłosierdzie, jakie okazał nam powołując nas do niego.


Życie zakonne to łaska wyłącznej miłości wyboru, łaska nadzwyczajna. Do uczniów swoich, których wybrał, powiedział Pan:
"Sprzedajcie wszystko, co macie i pójdźcie za mną".Wszystkie sposoby życia zakonnego zmierzają do wzniosłego jego końca; wszystkie jego łaski są skuteczne - nadzwyczajne, prowadzące do świętości wysokiej, niezwykłej. Trzeba tedy stać się świętą- inaczej staniemy się zupełnie niewierne. Co ważniejsze: są to wszystkie środki pewne i doświadczone, jakich używali święci i uświęcili się przez wierne ich używanie.


Droga jasna jest nam wskazana. Wiedzie nas po niej Bóg lub Jego Aniołowie, jak Izraelitów na pustyni. Mówi Bóg do nas przez prawo swoje, przez regułę, przez przełożonych i natchnienie. Żydzi chcieli mieć królów zamiast sędziów w imieniu Boga i to było ich zgubą, że nie zostali pod bezpośrednim kierownictwem Boga. Używajmy tego kierownictwa w życiu zakonnym, ceńmy tę łaskę, gdyż jej na świecie nie ma. Nadto każda z łask siostrom udzielanych, które się wzajemnie wspierają, wzmacniają swe siły przez cnoty i zasługi sióstr innych.


Wreszcie życie zakonne jest to łaska szczególnego zaszczytu, jaki nam czyni Jezus Chrystus. Zakonnica jest względem Pana tym, czym są względem papieża kardynałowie. To są krewni Pana Jezusa. Im to powierza Ojciec Niebieski swego Syna i Maryję, w ich ręce składa zbawienie dusz, zbawienie świata, polecając stać się ofiarą w tym celu. Pan Bóg stwarza zakonnych Apostołów i wodzów, wychowawców biednych dziatek, abyś je zbawiła, zachowała i wychowała - daje tedy największe posłannictwo - nawracanie z drogi grzechu dusz odkupionych. Łaska powołania jest tym większa, że przyszła w początkach powstawania twego Zgromadzenia. Nie będziesz miała tyle chwały tutaj, jak ci, co przyjdą później, ale będziesz miała więcej zasługi u Boga, gdyż następcy będą żyć z owocu twej pracy i poświęcenia twojego. Dlatego masz żyć czystą miłością Bożą, gdyż Kalwaria więcej waży niż Tabor.


Jeżeli w tym Zgromadzeniu są jeszcze rzeczy niepewne, projektowane i mało zalecane, nierozgłośnione, wymagające poświęcenia i zaparcia - mimo to kochaj je. Będzie to zaszczytem dla ciebie, że byłaś niczym, że działałaś w cichości i że służyłaś Bogu i dziełu temu w trudnych początkach powstającego Zgromadzenia. Tylko przez maluczkich świat odrodzony zostanie. Dlatego Pan ukazuje się w Najświętszym Sakramencie ukryty i działa w ukryciu i przez ludzi ukrytych.
Ci zaś, co stoją na czele nauki i wiedzy, towarzyskich i politycznych stosunków, najczęściej są sparaliżowani przez racjonalizm, obojętność, a nawet może występek. Z drugiej strony nienawiść niższych, którzy cierpią bez Boga, grozi zniszczeniem wszystkiemu. W strasznym pożarze złych żądz ludzkich trzeba gasić tę nienawiść, kształcić na nowo to błoto narodów i tchnąć weń ducha Jezusa Chrystusa; trzeba zwrócić biednych do Boga i Bogu oddać biednych, szukać maluczkich i dać im Chrystusa, ich brata, ich Ojca, ich Zbawiciela.

 

MODLITWA (JEJ POTRZEBA I CECHY)

Trzeba zawsze się modlić. Modlitwa nieustanna - przyzwyczajenie do modlitwy potrzebne jest każdemu chrześcijaninowi. Wszyscy otrzymali dar jej przez chrzest święty. Duch Święty daje nam natchnienie, byśmy wołali do Boga, Abba- Pater. Jest to dar, łaska i potęga, która się mieści w głębi każdej cnoty, której bez modlitwy uzyskać nie można. Prorok dziękuje Bogu, że wśród ucisków i smutków pozostawił mu jeszcze dar modlitwy: "Błogosławiony Bóg, który nie usunął modlitwy mojej i miłosierdzia swego ode mnie" (Ps 66,20), gdyż modlić się i otrzymywać miłosierdzie, jest to samo, co posiadać serce Boga i zbawienie duszy.


Trzeba modlić się z dziecięcą ufnością, która nam każe udawać się do Boga jak do Ojca, który nigdy nie odmawia. Jest to dar Ducha Świętego, który cenić mamy i starać się o utrzymanie Go. Z łaską bowiem jest tak, jak z dzieckiem w porządku naturalnym. Potrzebą dziecięcia jest prosić matkę, udawać się do niej ze wszystkim czego potrzebuje, a czynić to z ufnością, która jest znakiem miłości. Jeżeli dziecko o nic nie prosi, oznacza to, że nie kocha swej matki.


Cóż uczyni Pan z łaskami, których ma pełne ręce, jeżeli o nie prosić nie będziemy.
Trzeba zmusić dobroć Bożą do działania, skłonić miłosierdzie Boże do czynnego zajęcia się rozdawaniem łask, prosząc o nie z ufnością; trzeba iść do Boga z nędzami naszymi, gdyż wobec Boga nigdy nie możemy być dosyć pokornymi. Zarazem pamiętajmy, że chociaż grzesznicy, jesteśmy dziećmi Ojca, uderzajmy tedy w ten tytuł, który się Bogu podoba. Wówczas zamiast wpatrywania się w nędze nasze, modlitwa będzie walką miłości.


Trzeba się modlić z prostotą, przedstawiać się taką, jaką jesteś, ze zdolnościami i środkami, jakich ci Bóg udzielił. Stan zakonny, to zawód modlitwy, w którym trzeba się doskonalić, jak ludzie światowi w swoich zawodach: ciągłe czynią wynalazki, skracają czas potrzebny
na wyrób przedmiotów, ułatwiają pracę, zmieniają nakłady, wyrabiają swe przedmioty coraz lepsze, czyż my tylko mamy pozostać zacofane w używaniu przedmiotów naszej profesji?


Czyż cała nasza praca ograniczy się tylko do liczenia win naszych? Na przedstawianiu
i wymienianiu nędzy naszej? Trzeba uczynić z modlitwy cnotę każdej chwili, której akty mają być łatwe. Jaka modlitwa, takie życie. Jeżeli się źle modlisz, nędzne będzie twoje życie zakonne. Będziesz tylko zmartwieniem dla przełożonych. Trzeba tedy to ćwiczenie przedkładać nad inne. Modlitwy przepisane regułą nie wystarczają do podtrzymania gorliwości życia wewnętrznego, odbywają się one w czasach oznaczonych, tymczasem trzeba modlić się zawsze. Dlatego święci zwykli odmawiać jeszcze modlitwy dodatkowe np. jakieś nowenny, odpowiednie do stanu i czasu.


Trzeba również urozmaicać modlitwę, zmieniając intencje, prosząc raz o to, drugi raz
o co innego, bo nie wypada zawsze dodawać modlitwy. Są dusze, które za pomocą różańca otrzymują wszystkie łaski, bo umieją go zastosować do potrzeb swoich. Trzeba nadto mieć talent wynalazczy w modlitwie, czerpać ją z duszy, z głębi serca podniesionego do stanu nadprzyrodzonego. Nieraz silimy się, jakby modlitwa miała powstać w umyśle i sercu, oddanym naturze. Nie wiem jakiej pysze należy przypisać, że modlący sądzi o jakości modlitwy, według czynionych przezeń wysiłków nadzwyczajnych. Przecież do tego sami
z siebie zdolni nie jesteśmy, gdyż Duch Święty, Duch Jezusa Chrystusa wspiera nieudolność naszą i modli się w nas wzdychaniem niewymownym. Jeżeli modlitwa od Niego pochodzi z serca, przebija niebiosa i wszystko otrzymuje. Modlitwa tedy ma być więcej prostą,
aniżeli ją nam szatan przedstawia. Milczeć, zwalczać przeszkody, aby Duch Święty w nas działał - łączyć się z modlitwą Jego - oto ćwiczenie i siła modlitwy.


Trwać na modlitwie - oto nowa jej cecha! Są modlitwy, których nie wolno opuszczać: stare słowa z dzieciństwa są jakby cząstką duszy naszej, trzeba ją zachować, byle tylko nimi się nie przeciążać. Unikać nowych modlitw, które się mnożą niepomiernie, układane przez kobiety, nieraz błędne, a więc przeciwne zjednoczeniu z Bogiem. Dlatego najlepiej przedłożyć nowe modlitwy przełożonej, nie krępować siebie książkami do nabożeństwa, a raczej modlić się duchem wiary, z poddaniem się woli Bożej, wielbiąc Jego Istnienie, Jego Piękno, Jego Wielkość i Dobroć - oto, co nie ulega złudzeniu.
Z modlitw ustnych wystarczą pacierze z reguły wynikające - a resztę raczej umysłem i sercem. Nie zawsze możemy mieć nowe myśli, ale zawsze możemy zwracać ku Bogu swe uczucia, w których łączą się wszystkie władze duszy. Dzięki takim modlitwom święci tworzyli dzieła wielkie, przebiegali świat cały i zamieniali pracę w modlitwę. Trzeba tego pragnąć ustawicznie, prosić o to Boga, przypominać postanowienia i naznaczyć jakiś znak zewnętrzny. Wówczas modląc się będziesz świętą, albo świętą zostaniesz.

 

MODLITWA JAKO DAR DUCHA ŚWIĘTEGO

Najpierw trzeba milczeć, wielbić i wyniszczać się przed Bogiem. Ten hołd winien być głęboki i cichy, jak w niebie dusze nie mówiąc, a wszystkie mówią.
Rozmyślanie następuje potem - jest to ćwiczenie, uświęcające władze duszy: rozum, serce i wolę. Ciało również trzeba ujarzmić, jak najbardziej uspokoić - jeżeli zbytecznie cierpieć będzie, przeszkodzi władzom duszy. W modlitwie najpierw działa rozum, który należy uświęcić i odrodzić. Kto nie nawykł do ćwiczeń tego rodzaju, do tego nie można mieć zaufania. Książki i mistrzowie uczą tylko sposobu i wprowadzają do świętego przybytku, ale potem trzeba samemu wznieść umysł do Boga, by On sam napełnił go swoim światłem. Ćwiczenie umysłu jest ważniejsze, niż samo uczucie, gdyż budzi to uczucie. Lubimy to, na co patrzymy. Nie możemy poczuć zetknięcia się umysłowego z jakąś rzeczą, jeżeli nie odbijemy jej obrazu w sobie przez poznanie. Widzieć to kochać, to posiadać.


Jeżeli pobożność dziś jest tak słaba, to dlatego, że przywiązujemy się do praktyk,
a zaniedbujemy najgłówniejsze - rozgrzewamy uczucie i rozbudzamy wyobraźnię,
a nie przykładamy dosyć rozumu, nie zmuszamy się do zastanowienia i badania, do zgłębiania i wnioskowania - toteż wpadamy w pobożność rutynową. Serce i wola zwracają się do niej ze zwyczaju, ale nie ma wytrwałości, głębokości i wspaniałomyślności, gdyż brakuje pokarmu umysłu, który dostarcza nowych pobudek, ustawicznie je odnawia i jasno przedstawia, iż wszystko winniśmy Bogu.


Umysł jest siedliskiem wiary, która wyciska w nim piętno Boże i udziela je sercu. Światło wiary jest niezmienne, gdyż pochodzi z prawdy Bożej, polega na Nim samym, na Jego słowie, panuje nad każdym usposobieniem duszy i utrzymuje ją na wysokości, jest nagrodą za wierność.
Żaden podmuch ludzki nie zgasi tego światła, które świeci jak latarnia w porcie wśród najgwałtowniejszych burz serca i zmysłów. Jest ono wyryte w nas, rozpalone w nas przez Ducha Świętego. Trzyma się, pomimo wszelkich zaburzeń. Nie mówię, żeby zupełnie oddzielić umysł od serca, iżby poprzestać tylko na świetle rozumu. Przeciwnie, światło przyjęte w umyśle winno zstąpić do serca i strawić się w nim, aby wola nabrała sił nowych. Jesteśmy bowiem całością,w której wszystkie władze trzymają się razem, aby wzajemnie się wspierać i dopełnić naszych działań żywotnych. Ale rozum jest początkiem i podstawą wszystkiego, jak przyjęcie pokarmu, po którym dopiero nastąpi strawienie i zasilenie organizmu. Przy nawróceniu Szawła Pan najpierw oświecił jego rozum, a potem poruszył serce i wolę do czynu:
"Co chcesz Panie, abym czynił?"( Dz 22, 10).


Jak ćwiczyć umysł? Najpierw przygotować przedmiot rozmyślania w zarysie. Następnie postępować od znanych rzeczy do nieznanych, to znaczy na początku zastosować znane myśli, wspomnienia z czytań lub nauk o tajemnicach i powoli je rozszerzać, aż się rozbudzi iskra i Pan Jezus ukaże się twojej dobrej woli.


Można czerpać w nędzy swojej prawdy ujemne, jak ci ich brak, jak szkaradną jest wada im przeciwna. Odkryj i znajdź jakiś związek, który łączy umysł z tym przedmiotem. Nie wypada czynić więcej nad to, co pozwalają naturalne zdolności, a przejść następnie do sposobu dodatniego, czyli zagłębienia się w prawdę rozważaną samą w sobie. Roznieci to miłość ku tej tajemnicy. Dodatni tedy sposób wielbi i wychwala Boga, a ujemny widzi siebie w Bogu.
Nie trzeba szukać porównań między tymi sposobami, ani odłączać jednego od drugiego.


Dla dusz początkujących dobry jest sposób ujemny, a dla reszty raczej dodatni: wpatrywać się w cnoty Jezusa Chrystusa, badać doskonałość Jego zamiarów, co da większą siłę do wylania swych uczuć. Sposób ujemny można zachować na godzinę pracy, trudu i niemocy, a dodatni na czasy pomyślne. Są dusze, co i na modlitwie są więcej sobą zajęte, wciąż żebrzą, a trzeba trochę zająć się sprawami Pana, co więcej Mu się podoba, jak się podobała wdzięczność jednego z dziesięciu uzdrowionych trędowatych.

MODLITWA JAKO DAR SERCA

Umysł przyrównać można do funkcji igły, która przeciąga nitkę przez tkaninę i wyszywa haft, który się tworzy z nitek, jakimi są uczucia. One winny pozostać w nas i utworzyć piękny haft, jako dopełnienie i wynik pracy umysłu. Dosyć kilku myśli, aby odprawić dobrze rozmyślanie, ale to myśli mają przejść do serca, które ma przyjąć je, zatrzymać, dopełnić, rozszerzyć i karmić nimi. Myśl winna przechodzić do serca bez wysiłku. Atoli należy czuwać, by nie powstała walka i rozproszenie w duszy w różne strony. Dlatego poddawać sercu tylko takie myśli, które umysł rozważył i przeżuł, wówczas ono naturalnie wypłynie z myśli.


Czas, wiek, okoliczności zmieniają serce do nieskończoności, łaska umie się zastosować
do każdego usposobienia - do każdego temperamentu. Dlatego winniśmy zwalczać
nie temperament i nie naturę, ale grzech, skłonności i nałogi.


Stosując się do usposobienia osobistego winniśmy utworzyć z przyrodzonego uczucia nadprzyrodzone z łaską Bożą, która je podnosi, uszlachetnia i oczyszcza. Doprowadzamy
uczucie do stanu nadprzyrodzonego trojako: przez połączenie go ze światłem łaski działającej, jaką Duch Święty w nas wznieca, przez zezwolenie mu iść za poruszeniem Ducha Świętego, a gdy nie czujemy ani pociągu, ani poruszenia wewnętrznego łaski, trzeba udoskonalić uczucie przez przyjęcie w duchu ofiary stanu, w jakim się dusza nasza znajduje. Nie czujesz nic?
Wyznaj w sercu swą nędzę, swe obezwładnienie, swoją niemoc, a nawet swoje grzechy.
Bóg przyjmie to wyznanie upokorzonego serca, ono zastąpi uczucia słodsze i wznioślejsze. Bóg sam zsyła tę niemoc, aby Cię oderwać od myśli, do których się może zbytecznie przywiązywałaś, rzuci cię o ziemię jak Szawła i zostawi cię w oschłości, aby ci przeszkodzić zginąć w miłości własnej.


Bóg pragnąłby przycisnąć cię do serca, ale nasze własne dobro wymaga, aby cię trzymał u stóp swoich i ogołocił serce z miłości własnej. W tym wypadku trzeba uniżyć serce swoje, dopóki łaska znowu nie nawiedzi. Trzeba, by uczucie przeszło od ogółu do szczegółów, żeby starało się zasmakować w miłości Bożej, objawiającej się szczególnie w tajemnicy, którą rozum rozważa. Podziwiałaś niepojętą obecność Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie, a teraz wołaj w sercu: "O jak dobry jesteś, Panie, że tam dla mnie zostajesz". Postaw serce twoje wobec dobrodziejstwa tobie osobiście wyświadczonego, przedstaw, że wszystko tam dla ciebie, dla ciebie wyłącznie w życiu, w cierpieniach, w miłości, w śmierci Jezusa Chrystusa; ono się strawi wobec tego palącego ogniska miłości Boga swego i zawoła w zachwycie: "On mnie ukochał, On mnie ukochał!" Wynikiem tego będzie: "Któż mnie odłączy od miłości Chrystusa?..."(Rz 8, 35).


Chociaż nie potrzeba wiele rozmyślać, aby dojść do uczucia, jednak trzeba się strzec lenistwa, gdyż umysł jest leniwy w przyjmowaniu łaski. Nie należy tedy pozwolić mu pobieżnie odprawiać rozmyślania, gdyż on chętnie postąpi jak ów trybun Feliks, który się lękał być oświeconym przez Pawła co do prawdy, której rozumieć nie chciał i pożegnał Apostoła mówiąc:
"Innego dnia słuchać cię będę". Nie starać się poważnie zastanowić umysłem pod pozorem, że znamy powinności nasze, jest niezawodnym znakiem lenistwa.


Cnota, która nie jest wynikiem zastanowienia nie jest trwałą, przekonanie jej nie wspiera, uczucia powstają, przechodzą i mijają, a tylko prawda sama zostaje. Jednakże nie trzeba przesadzać i jeżeli podoba się Panu Jezusowi rozbudzić uczucia natychmiast, idź za nim;
On sam cię przysposobił wewnętrznie. Kiedy również umysł sam nie może wzbudzić płomienia, trzeba wziąć książkę, gdyż rzadko się zdarza taką mieć miłość, aby iść o własnych siłach przy rozmyślaniu.


Są dusze, które ten dar posiadają, ale są one rzadkie. Atoli biorąc książkę, nie sądź,
że już wszystko skończone, gdyż trzeba przyswoić to, co ona mówi odpowiednio do łaski
ci udzielonej i do potrzeb twoich. Żadna książka nie zawiera tego, czego właśnie potrzeba,
gdyż łaska nieskończenie jest różnorodna i żadna nie jest bezwzględnie podobna do drugiej. Najlepszą książką jest ta, którą przyjmujemy z posłuszeństwa, ale jeżeli dziś ci wystarczy, jutro już może nie przemówi. Książką, którą nieustannie otwierać winniśmy, jest dusza nasza. Zresztą przy dobrej woli każda książka jest dobra. Starajmy się szukać raczej dzieł wyczerpujących i kochajmy łaskę posiłkową.

 

MODLITWA JAKO DAR WOLI

Modlitwa powinna sprawiać odmianę obyczajów. Jest to bezpośredni cel modlitwy,
jej praktyczny wynik i niezbędny jej skutek. "Nie każdy, który mi mówi Panie, Panie..."
(Mt 25,11).
Ale co trzeba czynić i jakie środki przedsięwziąć, aby się poprawić? Jest to sztuka nad sztukami prowadzenia dusz; jest to najtrudniejsza nauka, gdyż nie każdemu jest dane otrzymać dobre zasady i pewne wskazówki. Ile dusz zatopionych w zasadach świata stałoby się w świętości heroicznymi, gdyby były dobrze pokierowane. Pozostawione bez pomocy postępują z dnia na dzień powoli krok za krokiem, bez kierunku nie znają tych pięknych zasad, które zastosowane odpowiednio pchają nas krokiem olbrzyma. Główną zasadą jest to, że uświęcenie duszy winno dokonywać się według natury i szczególniejszej łaski każdego. Nie znaczy to, by łaska zależała od natury, ale łaska wpływa na naturę, która staje się przedmiotem jej działania. Trzeba więc połączyć naturę z łaską i z nią razem pracować. Do natury stosuje się łaska - trzeba tedy do niej stosować praktyczne zasady, za pomocą których chcemy kierować duszą na drodze uświęcenia. Weźmy np. dwóch ludzi, z których jeden otrzymał łaskę nawrócenia, a drugi należąc do Boga od dawna pociągnięty jest do świętości.


Nawróconemu trzeba dawać rozmyślania o nawróceniu, które bezpośrednio potępia zło,
które zachęcają do walki i wojnę z nim prowadzą. Zmysłowemu i nieskromnemu należy wskazać najpierw nieszczęśliwe następstwa, nadprzyrodzone kary, rzeczy ostateczne: śmierć, sąd, niebo i piekło, gniew Boży, pomstę Jego sprawiedliwości. Daj mu uczuć zgryzoty sumienia - usłyszeć jego wyrzuty. To go utrzyma w żalu. Nie próbuj nawet nawrócić go, jedynie wskazuj mu zgubne skutki jego błędów w doczesności, a wówczas będziesz poprawiał występek przez drugi występek, jak to wielu dziś czyni, zdradzając brak wiary w skuteczność nadprzyrodzoności.


Owocem tych ćwiczeń winno być zastosowanie praktyczne, objawiające się w surowym postępowaniu z samym sobą, w ujarzmieniu namiętności, które słuchają tylko siły brutalnej:
„Castigo corpus meum”. Trzeba użyć sił przeciw zmysłom, ale roztropnie. Dlatego czynić to tylko za pozwoleniem kierowników.
Podziwiamy słodycz ludzi umartwionych, którzy dla siebie są surowi, bo święty, to żołnierz Jezusa Chrystusa, który poniósł prace, trudy i krwawe walki, po których nosi blizny: "Bojowaniem jest życie człowieka". Pan ukazuje się z początku słodki, ale zarazem wzywa do walki, bo łaska Jego jest miodem w paszczy lwa. Jeżeli nie możesz połączyć słodyczy z nienawiścią złego, zachowaj tę ostatnią, uzbrój się w siłę. Nie trzeba ganić nowo nawróconych, że są poważnymi, ostrymi i surowymi, gdyż są zajęci bojowaniem. Nic dziwnego, że czasami zadrasną sąsiada, trzeba im przebaczyć pewną niecierpliwość i gwałtowność.


Jeżeli chodzi o wyrwanie grzechu z serca, postępowanie winno być inne: trzeba odwrócić
od umiłowanego przedmiotu serce, które jest całe uczuciem i przez nie działa.
W rozmyślaniach należałoby przedstawić nicość tego, co on uwielbia, próżność tego,
co kochai wstyd takiego stanu. Naprzeciw jego bóstwom stworzonym postaw piękno dobra nadprzyrodzonego. Staraj się nie usuwać ulubionego przedmiotu nie przedstawiwszy godniejszego tematu, niż tamten. Serce nie może pozostać próżne: jeżeli mu zabierzesz świat, przedstaw mu Boga, przywiąż je doń miłością, inaczej natychmiast powróci do miłości uprzedniej. Osoby żyjące sercem winny być i kierowane sercem.


Trzeba im w delikatny sposób ukazać ich nieszczęście. Nie okazuj im zbyt surowości,
gdyż można złamać serce: bądź czułą, ale nie daj się im ująć. Strzeż się: one są skore
do przywiązania do ciebie. Nie dopuszczaj do tego, ale i nie odpychaj ich od siebie zbyt gwałtownie, gdyż na początek trzeba im trochę balsamu. Miej litość nad sercem i nie zrażaj go nigdy. Trzeba mu przedstawić jego stan nieszczęśliwy, jego cierpienia, współczuć, ale zarazem wskazać wyższe dobro, szczęście czystsze i doskonalsze - zastąpić przywiązanie do szczęścia miłością Stwórcy. Ale jeżeli dusza mimo to waha się i szuka wymówek: nie ma odwagi zerwać energicznie z przeszłością, pociągnij ją odważnie, wyrwij bez wahania nawet gwałtownie, usuń od niechybnego niebezpieczeństwa, które jest aż nadto wystarczającym powodem do użycia środków gwałtownych.


Postępowanie z rozumem zupełnie jest inne, gdyż on chce być przekonany dowodami
i poddaje się tylko konieczności. Trzeba z nim rozprawiać i użyć dużo czasu, aby go nawrócić. Bywa zwyciężany trudno i rzadko, szczególnie jeżeli chodzi o przełamanie pychy. Tu w rozmyślaniach trzeba działać na rozum, oświecać go, przekonywać o błędzie, pokazać niesprawiedliwość grzechu, krzywdę Bogu wyrządzoną, szkaradę i potworność występku:
"Jeżeliś naśladował Dawida w występku, naśladuj go też w pokucie" (św. Ambroży). W tenże sposób należy działać po nawróceniu, by przekonawszy się o własnej winie,
można było poddać się światłu łaski i Miłosierdziu Bożemu.


Sprawiedliwego w celu dalszego usprawiedliwienia i uświęcenia inną trzeba prowadzić drogą, która bardziej polega na nabyciu cnót, niż na wytępieniu grzechu. Są na to dwa sposoby:


1. Według pierwszego dusza pragnie z całą energią osiągnąć cnotę, w której widzi dobro moralne, zacność i piękno; widzi, że cnota przystoi chrześcijance, że troska o nią przynosi owoce w tym życiu i przyszłym. Widok ten zapala pragnieniem, do pracy pobudza, postępy dodają jej odwagi i siły do pracy, do większego wytężenia. Zakonnice mają najpierw pełnić cnoty stanu swojego: ubóstwo, posłuszeństwo i czystość, które są najgłówniejszymi i jedna pociąga za sobą drugą. Trzeba zacząć od najpotrzebniejszej i najbardziej naglącej, potem zająć się cnotami, które są podane przez rady ewangeliczne, pobudzać się nagrodą i owocami cnót, rozważając je i poznając w rozmyślaniach.


2. Jest jeszcze druga droga - lepsza: pracować jedynie z miłości i pragnąć tylko kochać,
mieszcząc w tym jednym wszystko inne. Chodzi tu o miłość Bożą, dla której trzeba się uświęcić. Kochać - oto początek, wynik i koniec: oto cel, dla którego podejmujemy wszystkie środki. Pierwsza metoda analizuje cnoty poszczególne, a ta - syntetyzuje je w miłości, z której czerpiemy siłę i trzymamy ją jak pochodnię - jak nić przewodnią, odpowiadającą naszej naturze i łasce Bożej. Matka najpierw roznieca w sercu dziecka płomień miłości, a potem żąda ofiary, posłuszeństwa itp. Dziecko szlachetne rozumie tę mowę i przez miłość synowską pełni czyny heroiczne. A my przez chrzest staliśmy się dziećmi Bożymi, gdyż Duch Święty jak Ojciec otacza nas, podnosi, daje siłę i przeistacza w siebie, który jest miłością istotną, a miłość to to samo co łaska, jej poruszenie jest poruszeniem miłości, gdyż każda istność działa według swej natury.


Miłość tedy odpowiada temu, co w nas jest najbardziej wewnętrznego: w niej cała nasza siła - jest to postać wszystkich cnót, gdyż doskonałość główna ma siedlisko w miłości, która się staje ubóstwem, posłuszeństwem, cierpliwością, słodyczą i pokorą. Więc zamierzamy sobie tylko kochać, czynić akty miłości i zwalczać przeszkody oraz pomagać do miłowania Boga. Jakaż to cudowna jedność, jaki wspaniały punkt oparcia, jakie skupienie sił bez cienia rozproszenia: "Trwajcie w miłości mojej". Zaleca tedy Zbawiciel miłość jako stan duszy i przyzwyczajenie, jako punkt środkowy całego życia nadprzyrodzonego, z którego bezpiecznie postępować możemy w wielkiej doskonałości, gdyż z tego punktu rozchodzą się promienie na wszystkie praktyki cnót. Trzeba tedy gruntownie przejąć się tą zasadą, gdyż odmiana obyczajów i nabycie świętości prawdziwej to cel życia i koniec życia zakonnego: "Bądźcie doskonałymi." (Mt 5,48)

CZY BÓG MNIE KOCHA?

Na to ważne pytanie trzeba odpowiadać często. Bóg kocha miłością miłosierdzia, przedwieczną, niezmienną. My tak Go nigdy kochać nie potrafimy, nawet przez krótki czas istnienia naszego na ziemi. Ta niemożność wynagrodzenia za miłość była powodem utrapienia świętych, którzy płakali, że nie użyli całego czasu życia na miłość (Piotr, Magdalena). Istniejemy jedynie przez miłosierne stworzenie. Miłość ta utrzymuje nas przy życiu. Przy stworzeniu człowieka nie powiedział Bóg, że dobre dzieło uczynił, gdyż ono stanie się dobrem dopiero przez miłość wdzięczności.


Z miłosierdzia stworzeni przez to miłosierdzie zostaliśmy odkupieni: Bóg staje się widzialnym, aby zastąpić widzialne bożyszcza.
"Któż z nas zstąpi do człowieka - naradzają się Osoby Boże - Kto stanie się miłością widzialną i dotykalną?". I Słowo ciałem się stało. Jezus tedy jest miłością Boga do ludzi zastosowaną i daną ludziom pod rozmaitymi postaciami, w rozmaitych stanach. Czy można wątpić, że Bóg nas kocha? "Tak Bóg umiłował świat..."(J 3, 16). Kocha jako Bóg, jako Ojciec, jako Brat i Przyjaciel, by być równym nam bez żadnego wyróżnienia, oddalenia. Stał się podobnym nie tylko co do natury, ale i co do trudów i cierpień. Któżby tego dokonał?


Kocha nie tylko ogólnie, ale osobiście - wyłącznie, jak gdybyśmy byli tylko sami. Kocha każdego osobno we wszystkich dziełach swoich. Cała miłość skupiona jest w darze ze swego Syna w Komunii Świętej: jesteśmy celem miłości. Wszystko więc dla nas było: "Tyleś warta, co Bóg sam". Ze wstydu i rozpaczy można sobie życie odebrać, że nie kochamy Boga, jak trzeba, że obrażamy Go grzechami. A Pan Jezus odsłania niewdzięczność naszą: "Boże odpuść im, bo nie wiedzą co czynią"(Łk 23,34). Myśl ta ściska mnie jakby kleszczami. Szatan raz zawołał ustami opętanego: "Ludzie, Bóg was za bardzo umiłował!"

 

CZY JA KOCHAM BOGA?

Oto jedyna rzecz konieczna, jedyne pytanie, na które trzeba odpowiedzieć bez wahania,
gdyż tu środka nie ma. Odpowiedź będzie w czynach. Czy Go nie obrażamy? Miłość bowiem to delikatność w wierności, czci i wspaniałomyślności.
Czy mamy delikatność wierności dobrego sługi - w posłuszeństwie bezwzględnym, uległym, bez granic i biernym. "Śmiercią umrzesz" - oto wyrok sprawiedliwy na każdy raz, gdy ubliżamy władzy Bożej. A jaka nagroda za spełnienie wierne przykazań? Mówią, że nieprzyjaciółmi człowieka są domownicy jego. Niechże się to na nas nie sprawdzi - na domownikach Bożych, jakim winni się czuć duchowni i zakonnicy (e).


Czy mamy delikatność dzieci względem Ojca, jakim jest Bóg? Dzieci nie zadawalają się spełnianiem obowiązku, lecz odgadują, co się podoba, a co się nie podoba, aby to czynić,
a tamtego unikać. Delikatność kwitnie i rozwija się w miłości - unika nawet grzechów powszednich z taką troskliwością, jak śmiertelnego, nawet tego, co nie jest grzechem,
a tylko niedoskonałością.


Ale przez stan zakonny jesteśmy czymś więcej, jak dzieci w domu Ojca. Jesteśmy Mu poślubieni, jako oblubienice. To już wymaga niezrównanej czystości serca, od której zależy bliższy związek z Chrystusem, gdyż nie chce mieszkać w domu o grzechach powszednich, popełnianych z rozwagą, dobrowolnie i z łatwością. Czyż zamienisz Dwór Królewski na szpital trędowatych? Nie szukaj tedy tych cnót, które Cię podnoszą w oczach ludzi i oczach własnych, ale tych, które w oczach Oblubieńca podnoszą. Tylko dziatki i dusze niewinne kocha Bóg miłością upodobania, a inne - miłością miłosierdzia.


Aby być delikatną w czystości, trzeba Boga kochać więcej, niż siebie samych. Czystość
rodzi się z siebie z miłości, nie uczymy się jej jak jakiejś nauki, ale otrzymujemy z natchnienia. Miłość ma wstręt do zamieszania, obala, co wstrętne i mgliste, a żyje tylko w czystości. Jak przy stworzeniu Bóg rozpoczął od światłości tak w duszę daje najpierw światłość, która jest czystą miłością (nowoochrzczeni nazywali się oświeconymi). Świętość jest to stan łaski świetlanej, ozdobionej czystością najdoskonalszą, wolnej od win najmniejszych, wówczas staje się przygotowaną dla chwały i dla widzenia Boga.


Męczennik oczyszczony przez ogień idzie prosto do Boga prawem doskonałej czystości. Działanie łaski w nas jest oczyszczaniem nas ustawicznym, jak płomień, który oczyszcza żelazo z rdzy, potem przejmuje gorącem, osusza i wyciąga wilgoć, a potem przemienia w siebie. Bądźmy czystymi, czyli wolnymi od grzechu wszelkiego, a Chrystus napełni nas wszelkim dobrem i sobą samym. On wchodzi w nas i daje nam życie w miarę tego, jak wyrzekamy się siebie i grzechu. Jeżeli tedy jesteś czystą, lub wciąż się jeszcze oczyszczasz, prawdziwie kochasz Boga, gdyż w tym wszystko się mieści.

 

MIŁOŚĆ PRZEBACZENIA (MIŁOSIERDZIA)

Jest jeszcze większy dowód miłości Bożej ku nam, to jest możność przebłagania za grzechy, czyli miłosierdzie, które jest ponad wszystkie dzieła Jego (Ps 144). O ileż nas Bóg ukochał? O tyle, ile nam przebaczył. Jest to największy dowód, który nas przenika do głębi. W tej miłości miłosierdzia św. Paweł czerpał swą miłość apostolską, w niej również św. Augustyn zranił swe serce i zamienił się w Serafina. Miłość Boża względem nas jest raczej miłosierna, niż dobrotliwa, gdyż w nas nie ma w czym się upodobać. Cały świat jest cząstką Miłosierdzia Bożego, które opuściło niebo i zstąpiło na ziemię, otacza i okrywa człowieka, jest jego atmosferą i środkiem, wokół którego wszystko się obraca, jest powietrzem, którym oddychamy, światłem, które nas oświeca i ciepłem, które nas ogrzewa. Ono wyrywa grzesznika sprawiedliwości, powstrzymuje ją i odkłada, idzie za człowiekiem, towarzyszy mu wszędzie, nie opuszcza go nawet po śmierci, bo czyściec to ostatni wysiłek miłosierdzia: na nim widnieje napis: "Miłosierdzie Boże".


Miłosierdzie Boże jest nieskończone: nigdy go nie wyczerpiemy, nigdy nie przytłumimy naszymi niewdzięcznościami, nigdy się ono nie znuży, nigdy nie zniechęci, zawsze przebacza, wszystko przebacza, powtarzając: "Ojcze, przebacz, bo nie wiedzą," (Łk 23,34). Kiedy Miłosierdzie odrzucamy i lekceważymy, ono się rozpala, ściga nas, chce jeszcze zwyciężyć: "Judaszu, pocałunkiem wydajesz...."( Łk 22,48). Nigdy grzechy nasze nie wyrównają Miłosierdziu Bożemu. Jest tylko jeden grzech, którego ono zwyciężyć nie może, to pogarda darów nadprzyrodzonych, która dobrowolnie odrzuca dobroć Bożą, zabija ją.


Księgi święte są pełne dowodów Miłosierdzia Bożego: widzimy tam, jak grzesznik odrzucający Miłosierdzie w rozpacz wpada. Oto Adam i Ewa uciekają i wątpią w Miłosierdzie, Kain je odrzuca, wołając: "Zbyt wielki jest grzech mój, aby mógł być odpuszczony" (Rdz 4,16). Większa część grzeszników odkłada pokutę, bo wątpi w Miłosierdzie Boże. Pobożni też upadają w skutek zwątpienia i zniechęcenia, że się nie udaje od razu ujarzmić nałogów i zwyczajów, wówczas szatan wrzuca nieufność i sam wchodzi do duszy. Jeżeli zatem upadniesz, powstań z ufnością pełną pokory i żalu.


Im pobożniejszą i cnotliwszą jesteś, tym więcej będziesz czuć pokusę zniechęcenia, dlatego, że na sobie polegasz i lękasz się rzucić w objęcia Boga. Jeżeli chcesz uczynić dobry akt skruchy, zamiast schodzić do piekła, by zobaczyć swe miejsce, rzuć się do Miłosierdzia Bożego, a trafisz w najczulszą strunę dobroci Bożej i Serca Jego. Powiedz Bogu, że to Mu chwałę przynosi okazać ci Miłosierdzie, gdyż ono się lepiej uwydatni na tobie, żebraczce. Tym chwycisz Boga za serce, rzucając się z ufnością pod Jego stopy. Św. Alfons Liguori mówi, że pokusy świętych są przeciwko wierze, ufności, czystości i spowiednikowi, który przedstawia duszy widocznie Boga. Te burze są straszne. Bóg je dopuszcza, by cnoty podnieść do najwyższego stopnia ufności, a wiarę utwierdzić, by się opierała na Miłosierdziu.


W miarę jak postępujemy ku Bogu, życie oczyszcza się i uświęca, i ulega przemianie.
Lecz kiedy się zbliża do końca, by się stać niebem i szczęściem, wszystkie cnoty oskarżają
nas o niedoskonałość, grzechy wydają się być większymi, w czynach naszych widzimy tylko winy i dary zmarnowane - słowem wszystko sprzysięga się przeciwko nadziei w Miłosierdzie Boże. Widziałem duszę świątobliwą w rozpaczy i nie z powodu grzechów, lecz że nie dosyć kochała Boga i nie dosyć korzystała z łask Jego. Nie sposób było wzbudzić u niej ufność w Miłosierdzie Boże, aż dopiero uczyniła akt heroiczny: "A więc pójdę do piekła, ale Ty Boże pójdziesz tam ze mną".


Nie należy więc zatrzymywać w duszy pokus rozpaczy i zniechęcenia, pokus przeciw ufności w miłosierdzie Boże, ale trzeba je wyznać przełożonej i spowiednikowi, by nie wysuszać źródła życia duchowego, które jest zarazem i cielesne. Smutek bowiem to mól, który toczy szpik w kościach.


Jak Bóg przebacza grzesznikowi? Z dobrocią i łaską, która oczyszcza, uświęca i upiększa, natychmiast daje szatę dziecięcą. Uniżamy się na chwilę przed sprawiedliwością,
by natychmiast otrzymać wywyższenie. Człowiek przebacza zawstydzając winnego,
nakłada dużo warunków, a dla wracających do błędów okazuje się zbyt surowym.
Bóg zaś zdaje się powiększać swe Miłosierdzie, im więcej przebacza. Najwięksi grzesznicy stają się Jego największymi przyjaciółmi po nawróceniu. Byle tylko była pokora i ufność,
każdy może być pewny, że będzie przyjęty dobrze. Przebacza On bezwarunkowo na zawsze, zapomina o grzechach naszych, zatapia je w morzu Serca Jezusa, a szkarłat występków staje się śnieżną niewinnością, skąpaną w Miłosierdziu Bożym. Już z nich nigdy nie będziemy oskarżani, nawet na sądzie ostatecznym, jak utrzymuje wielu teologów. Trzeba tylko otrzymać pełne przebaczenie i nie pozostawić w sobie resztek grzechu.


Bóg przebaczając przywraca nas do wszystkich praw, jakie posiadaliśmy przed grzechem.
Tak Piotrowi przebaczył i potwierdził w urzędzie. Przebaczając uszlachetnia, jak Magdalenę, której dał miłość zasługującą na pochwałę: "wiele umiłowała" (Łk 7,47). Aby nie zawstydzić jawnogrzesznicy, nie pyta nawet o jej grzechy, a oskarżycieli obwinia i stawia ją wyżej od nich wszystkich. Grzeszników czyni książętami swego królestwa, jak Mateusza i Pawła. Przebaczać - jest potrzebą Serca Jezusa i bolałby, gdyby nas miał potępić, jak boleje dziś, gdy wątpimy w Miłosierdzie Boże i nie błagamy o przebaczenie.


Szczególnie jednak objawia swe miłosierdzie dla duchownych: zasługiwaliśmy może
na zrzucenie z godności, jako niesumienni urzędnicy w Państwie. A tymczasem wciąż przebacza i okazuje nam swe miłosierdzie obficiej, niż innym. Stąd winniśmy się uczyć wyrozumiałości dla grzeszników. Sami grzeszni i potrzebujący przebaczenia w przyszłości, jakże byśmy nie mieli przebaczać. Miejmy więc ufność w Miłosierdzie Boże, które się nigdy nie wyczerpie. Czcijmy je, szerzmy ten kult, gdyż wieczność nie będzie zbyt długa, aby Mu dziękować za nieskończone Jego Miłosierdzie, które nam tyle razy przywróciło życie
i które nas zbawi w dzień sprawiedliwy.

 

EUCHARYSTIA - UŚWIĘCENIE ZAKONNICY

Pan Jezus w Przenajświętszym Sakramencie winien być początkiem uświęcenia zakonnicy: mieszka bowiem w domu Jego, jest żywiona przez Niego, słusznie tedy może żądać, by dążyła do Jego woli, by pracowała pod Jego okiem i z miłości ku Niemu.


Należy pracować pod przewodnictwem Pana Jezusa i nic nie czynić, co by do Niego
nie prowadziło. Dwojakie są pobudki pracy: widoczna i ukryta. Pierwsza to głos dzwonka, rozkaz przełożonej. Działanie jedynie z tej pobudki może nie być wystarczającym do zasługi, gdyż się spełnia wówczas jedynie posłuszeństwo materialne, jak żołnierz na froncie. To tylko ciało posłuszeństwa, a trzeba jeszcze wlać ducha, jakim jest połączenie wewnętrznego usposobienia, jak gdyby rozkazywał sam Jezus.


W tym celu przypominać należy obecność Pana Jezusa w Sakramencie Ołtarza i prosić Go,
by nas prowadził. Nie szukać Pana w Niebie, gdyż jest tu przy tobie, szukaj Go tu i tu znajdziesz. "Dlaczego nie korzystasz z obecności Mojej tutaj? - pyta może Pan Jezus
- W niebie jestem Bogiem chwały dla wybranych, a tu jestem Bogiem łaski dla walczących"
. Przejmij się więc myślą o obecności Jego przy każdej czynności wielbiąc Jego, rzucając się w myśli do stóp Jego, odrzucając wszelkie światło przyrodzone, wszystkie uczucia własne, a radząc się Jego w każdej rzeczy. Proś Go o najlepsze środki, o najlepsze myśli, o najlepszy sposób do spełnienia tego lub owego, wyznając zarazem swe niedołęstwo i zaślepienie. Jak Chrystus czynił wszystko z natchnienia, tak samo działaj Jego Duchem, a On ci udzieli myśli, pobudek i wykonania, bądź narzędziem Jego Ducha, poddaj Mu wszystkie swe władze.


Spełniaj wszystko pod okiem Jezusa, by działać z odwagą, świątobliwością i upodobaniem. Gdyby usunąć zasłonę postaci, ujrzelibyśmy Go tak, jak na nas patrzy, jak żebyśmy wobec
tego mogli Go obrażać? Żydzi w pretorium zakryli twarz Zbawiciela, gdyż nie mogli znieść
Jego wzroku. Gdybyśmy czuli ten wzrok Jezusa na sobie, bylibyśmy wiernymi, skorymi i świętymi we wszystkim. Wprawdzie Bóg jest wszędzie, ale w Przenajświętszym Sakramencie jest szczególniej widoczny. Myśl więc, że Jego oko ludzkie ściga cię przez mury i nigdy cię nie traci z uwagi.


Nadto działaj zawsze z miłości do Pana Jezusa. Nie po to tu jesteś, by wyrobić sobie jakieś stanowisko, nie po zapłatę, jak najemnica, lecz przyszłaś z miłości, by oddać siebie na ofiarę. Nawet rzeczy i środki, osoby i sposoby w zakonie są Jego, ale nie można tego brać za cel życia. Wszystkie te rzeczy są stworzone, mają swój koniec, czyż chcesz pracować dla ludzi? Jezus jedynie winien być celem miłości. Niech wszystkie twe sprawy z tej wypływają pobudki. "Kocham Cię i aby Ci tego dowieść spełniam te czyny". Wszystko czynić na intencję Komunii św., która winna być głównym punktem środkowym twego życia i dnia całego.


Wszystko ma być przygotowaniem i dziękczynieniem do Komunii św. Ona jest ostatecznym końcem wszystkich tajemnic życia Jezusa, niechże będzie końcem całego twego istnienia. Komunia winna być celem, a cnoty i dobre uczynki - środkami do doskonałego zjednoczenia z Panem Jezusem. Mając cel taki wszystkie twe czynności staraj się zjednoczyć, by tworzyły bukiet, który ofiarujesz Zbawicielowi, gdy przyjdzie po raz pierwszy do Ciebie jutro. On nada ostateczną cechę doskonałości twym czynom, moc twoim zasługom, On odnowi i powiększy cnoty, zacieśni związek miłości, uczyni życie twe jednym aktem dziękczynienia, duszą i ciałem okazywać będziesz to życie Boskie, a życie twoje zakonne będzie miłe i słodkie. Bez niego zaś będzie nieznośne jak na galerach lub katordze. Nie trać czasu na szukanie sposobów, bo tu Jezus jedynie wielki - prawdziwy. Modlitwa do Maryi i świętych ma być tylko środkiem ku temu, głównym zaś celem naszym winien stać się Eucharystyczny Pan Jezus.


JEZUS W EUCHARYSTII WZOREM TRZECH ŚLUBÓW

Pan Jezus w Eucharystii jest nie tylko źródłem świętości, ale i jej wzorem. Prawo
nie wystarczyło by nam, jeżelibyśmy nie widzieli wzoru w Chrystusie. W Eucharystii dopełnia On Ewangelię, w której czytasz słowa Jego, a tu patrzysz na Niego. Ewangelia jest księgą zamkniętą, a Chrystus w Eucharystii otwiera ją, rozwija, objaśnia i dowodzi, ponawiając ją i dalej prowadząc w naszych oczach: "Pójdź i czyń podług wzoru, jaki Ci dałem". Słowa te winny brzmieć zawsze wszystkim.


Jest wzorem ubóstwa. Niczego tu nie posiada, a wszystkiego oczekuje z miłosierdzia ludzkiego. Obecnie wskutek czasów wyjątkowych Kościół nie daje ślubów uroczystych, ale i śluby proste zobowiązują do nieużywalności dóbr według woli. Wszystko, czego tu używasz dało ci Zgromadzenie. Jeżeli mówisz, to jest moje, kradniesz. Strzeż się, by wyrzekając się wszystkich rzeczy, nie przywiązać się do drobnych, byś serca nie zatopiła w drobnostkach, jak dawniej w wielości. Czy tedy jesteś swobodna względem każdej rzeczy? Wpatruj się w Chrystusa, czego zewnętrznie używa? Ani chwały, ani majestatu, ani żadnego przywileju, swego Bóstwa, ani władz żadnych człowieczeństwa. Tylko przynosi swą istność, z której się ogałaca po zniknięciu postaci. Bądźmy jak On ogołoconymi, nie posiadając niczego, oprócz naszej dobrej woli.
On przyjmuje jałmużnę dachu, sprzętów, bielizny. Można Mu to wszystko zabrać, a On tego nie broni. Wyrzeka się nawet siebie. Nie gniewa się za ubóstwo, czyniąc je nieodłącznym towarzyszem drogi, byle tylko była dobra wola.


Jeżeli ci się sprzykrzy ubóstwo, wznieś oczy, patrz na Jezusa, On tam uboższy od ciebie.
On zachowuje tylko postacie chleba i wina bez przedmiotu. Gdy się tak wyzujesz ze wszystkiego, dopiero poczujesz wolność. Ubóstwo to niepodległość wyzwoleńca Chrystusa, Jego dobrowolnego niewolnika. Gdy zgromadzenia zakonne wzbogaciły się już zostały zgubione. W dniu, w którym zakonnica powie: "jestem bogata", przestaje być zakonnicą. Dopóki zaś pracuje i ufa tylko Bogu, wzrasta i rozwija się normalnie. Trzeba wprawdzie myśleć o swych potrzebach, ale nie ufać i nie przywiązywać się do dóbr ziemskich.


Pan Jezus w Eucharystii jest wzorem czystości. Łaska czystości pochodzi od Pana Jezusa. Komunia Święta ją daje, utrzymuje, powiększa, wzmacnia i broni. Pijesz w Niej Dziewiczą Krew Baranka bez zmazy, spożywasz Dziewicze Jego Ciało. Pan Jezus jest istotą czystości w Eucharystii: nie łączy się z żadnym ciałem, nawet z przymiotami chleba, ponieważ niszczy je i sam zostaje w ich miejscu, nawet z postacią widzialną, bo nie jest z nią złączony ani w treści, ani osobiście.
On tylko przybiera formę bez podstawy, która Go dosięgnąć nie może. Stąd nauka, że nie powinnaś łączyć się z nikim inaczej jak tylko dla Pana Jezusa w przyjaźni. Żadnych tedy związków zmysłowych, żadnego zmieszania i zadowolenia choćby w myśli, gdyż trzeba być dziewicą sercem i ciałem. Profesja zakonna jest niby chrztem, niektórzy przyrównują ją do męczeństwa, zaczerpnęłaś w niej nową czystość, strzeż że jej pilnie i dlatego codziennie przystępuj do Komunii Św. W czasie pokus, gdy wydają się być groźne, przyjmij Komunię Św. duchową. Zagaś ten nieczysty płomień piekła ogniem miłości Bożej, który uspokoi burzę, jak na morzu.


Ślub posłuszeństwa dopełnia ofiary zakonnej: mieści w sobie inne, wieńczy ofiarę z dóbr i ciała przez ofiarę z woli. Pan Jezus jest wzorem i tutaj. Jaka uległość bezwzględna, ślepa względem kapłana i wszystkich wiernych, przyjmują kiedy chcą i jak chcą jak niewolnika wszędzie niosą, nie uchyla się nawet świętokradcom. By tedy oddać hołd Jezusowi, bądź posłuszna przełożonej. Nie patrz na osobę, ani na czyn, który masz spełnić, bo tu Bóg przemawia za pomocą rozmaitych narzędzi. Nie trać z oczu Eucharystii, by mieć siłę słuchać zawsze we wszystkim, z pośpiechem i radośnie. Jak to Pan Jezus przychodzi, kiedy chcesz, a ty byś nie poszła, kiedy On chce? Czyż jesteś wyższą od Niego? Bądź posłuszną jak Aniołowie, którzy spełniają wolę Bożą, jak Jezus w Sakramencie Ołtarza.


Trzeba, aby Pan Jezus sam spełnił te cnoty, byś się stała jedną z Nim osobą w znaczeniu moralnym, by On ci dał życie, natchnienie, łaskę i zasługę, a ty byś działała jako członek
i narzędzie. Teraz już Pan Jezus nie może sam spełnić czynów zasługujących, bo już wstąpił do swej chwały, jednak gorąco pragnie tego dla uwielbienia Ojca, chce odnaleźć dusze, zdolne do zasługi, prac i cierpień. W tym celu łączy się z wiernymi, którzy się stają Jego członkami, a On ich wodzem, ich głową, ich sercem, udziela im swej łaski, poucza ich,
każe im działać, spełnia w nich czyny zasługujące i tak wraca do życia swego tułaczego
na ziemi. Ojciec widzi Go ubogim, czystym, posłusznym, cichym, pokornym, nasze czyny stają się Jego czynami. Na tym polega życie nadprzyrodzone. Rozpocznijmy je, starajmy się zachować, ścieśniajmy to zjednoczenie, nie czyńmy nic z nas samych, bo to nie będzie na chwałę Bożą i na szczęście nasze, ale wszystko z Jezusem, który będzie naszym Sercem, naszą myślą i duszą. On chce zamienić życie nasze w swoje życie, swoją Osobą zastąpić osobę naszą, byśmy działali przez Niego, w Nim i dla Niego na chwałę Ojca i w Duchu Świętym.

REGUŁA JAKO ŚWIĘTOŚĆ ZAKONNICY

Świętość zakonnicy zależy od pełnienia reguły Zgromadzenia, do którego ona należy.
Reguła mówi, jakie są zamiary Boże, jak chce prowadzić zakonnicę, jakie ześle łaski. Pobożność osobista i zachowanie tylko niektórych przepisów nic nie zdziała, gdyż wszystko dane jest całemu ciału, a członki czerpią życie tylko z połączenia z ciałem. Dlatego i w zakonie można się zbawić tylko w całości, czyli o tyle, o ile jesteśmy złączeni z całością. Otóż reguła jest duszą, która stanowi jedność Zgromadzenia. Bóg już nie żąda od ciebie świętości osobistej, a chce, byś się zjednoczyła z całym Zgromadzeniem, żebyś była żywym jego wcieleniem: nie człowiek święty, ale zakonnica święta winna być w tobie uwieńczona. Reguła tedy ma być twoim przewodnikiem, twoim najlepszym probierczym kamieniem. Trzeba ją przedkładać ponad wszystkie ponęty, trzeba się przejąć jej duchem, by sądzić o wszystkim z jej punktu widzenia. Za to otrzymasz trzy łaski przeciw trzem pokusom.


Reguła chroni od niestałości, która jest wielką przeszkodą do pobożności na świecie. Jest ona podobna do pewnego ruchu huśtawki: raz w górę, to znowu w dół. Reguła nie pozwala zbaczać w prawo i w lewo, ani się cofać. Bierze zakonnicę w objęcia i popycha ją i woła głosem przepisów, dzwonka i przełożonej: "naprzód!" A ponieważ wszystkie to samo czynią, więc się mnożą zasługi, przez współdziałanie pociągają nas te, które postępują w dobrym, tak, że nawet trudno pozostać w tyle. Miłość własna i Boża nakłaniają cię do postępu. Jest to tedy wielka pomoc przeciw słabości osobistej i wrodzonej niestałości.


Reguła chroni od występków, upadków i niedbalstwa. Kiedy chodzi o drugich, poświęcamy się wiele, a nad sobą - znajdujemy trudności, bo nam się zdaje, że już dosyć robimy. Karmimy się poświęceniem, jakby ono wystarczało za wszystko. Reguła wyznacza ćwiczenia do osobistego uświęcenia się, wyznacza godziny, w których tylko o sobie myśleć powinnaś - pracować w sobie dla Boga. Bądź temu wierną. Te ćwiczenia to pokarm twej duszy, twoje duchowe życie, gdyż przez nie tylko utrzymujesz ducha gorliwości. Nic ci ich zastąpić nie może. Jakież pod tym względem złudzenie: chcemy pracować i zawsze walczyć, a walka ta nie posila, ale rany zadaje. Wszystko, co uczynisz dla drugich nie równa się w wartości temu, co ci reguła nakazywała dla siebie, a tyś tego zaniedbała.


Najsłuszniejsze przyczyny są tylko pozorami dla osłonięcia gnuśności i miłości własnej.
Więcej znaczy walczyć przeciw sobie, aniżeli przeciw wszystkim zbrodniom świata.
Trzeba się zwrócić do Boga, nim się zwrócimy do ludzi. Nie ma ćwiczeń pobożności osobistej, jeżeli się regule sprzeciwiają, albo prowadzą do zaniedbania tego, co ona zaleca.
W tych ćwiczeniach masz obfitą łaskę zlaną na całe Zgromadzenie, a w osobistych ćwiczeniach kropeleczkę łaski osobistej. Zresztą opuszczać ćwiczenia wspólne dla osobistych, to źródło wszelkich złudzeń.


Reguła broni od niebezpieczeństwa przesady, która jest podstawą złudzeń w życiu duchowym. U młodych serca są gorące i wyobraźnia łatwo się zapala. Widzą u świętych nadzwyczajne objawy pobożności, znajdują w książkach opis tajemniczych dróg i chcą wejść na nie. Tymczasem przez tamte czyny Bóg w pewnych okolicznościach chciał tylko okazać świętość, a nie pomnożyć, gdy przepisy reguły zmierzają do pomnożenia świętości. Gdyby ci święci żyli w tych warunkach, co my i mieli takie same przepisy, możemy ich naśladować, a jeżeli nie, zostawmy ich.


Jeżeli cię Bóg chce mieć fiołkiem, dlaczego pragniesz być cedrem? Składając śluby zakonnica wyrzeka się wszystkich dotychczasowych praktyk, a zobowiązuje się tylko do reguły. Możesz zatrzymać dla praktyk innego Zgromadzenia tylko szacunek, ale tu ich nie stosować. Zachowaj praktyki zwyczajne, a strzeż się nadzwyczajnych. "Magni passus, sed extra via" mówił Augustyn o praktykach Rzymian stoików. Ten, bez zwątpienia będzie zbawiony kto zachowa tę regułę. Ten kto zachowa tę regułę, bez wątpienia zbawiony będzie. Komentatorką żywą reguły powinna być przełożona Zgromadzenia, do której trzeba się zwracać w wątpliwościach.


Zachować regułę dla swego Zgromadzenia, które masz kochać miłością dziecięcą, przejęta
dla niej wdzięcznością za szczęście i uświęcenie. Nigdy dostatecznie nie wywdzięczymy się matce, która żąda jedynie posłuszeństwa i wierności regule, której jeżeli nie zachowasz, zgubisz rodzinę i zabijesz swą matkę, czynisz rewolucję i niszczysz swe Zgromadzenie.


Należy się starać, by Zgromadzenie rozszerzać, zjednywać nowe towarzyszki, a uczynisz
to przez miłość i zachowywanie swej reguły. Inaczej Zgromadzenie będzie usychać
od korzenia, gdyż zabraknie ogniska życia. Po was sądzić będą o Zgromadzeniu,
którego promieniami jesteście, przyświecajcie światłem, a przyjdą do niego.


Wreszcie trzeba dopomagać Zgromadzeniu do osiągnięcia swego celu, jakim jest uwielbienie Miłosierdzia Bożego, przez czyny miłosierdzia względem dusz zbłąkanych. Otóż uwielbić Boga potrafisz tylko według łaski zakonnej, która do reguły jest przywiązana. Wielkie niebezpieczeństwo powstaje, gdy nie jesteśmy wierni pierwszej łasce, jaka była dana Założycielom Zgromadzeń. Tymczasem pojawiają się osoby, które sądzą być powołanymi do zmiany myśli Fundatorów, do zrobienia czegoś lepszego. Tymczasem Bóg błogosławi tylko Założycieli, a nie Reformatorów.


Reguła pochodzi od Boga, który dał łaskę Fundatorowi, piszącemu cierpieniem i łzami.
Czym zatem Ewangelia dla Kościoła, tym dla ciebie winna być reguła. Niech tedy wszystkie jej słowa będą dla ciebie świętymi: "Jeżeli kto odważy się dodać do niej cokolwiek... albo ująć jedno z niej słowo, niech Bóg wymaże imię jego z księgi żywota i wypędzi go na zawsze z miasta świętego"(Ap 22,19-21).

 

 

DALEJ >> Rekolekcje cz. II


do góry

 

 

Prawa autorskie zastrzeżone © Zgromadzenie Sióstr Jezusa Miłosiernego

e-mail: s_dominika@op.pl